14 grudnia 2014

Pizza z produktem seropodobnym, czyli sposób na manipulacje producentów żywności

Od wczoraj tj. od 13 grudnia obowiązują nowe przepisy dotyczące oznakowania produktów spożywczych (rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie przekazywania konsumentom informacji na temat żywności). Z pewnością pomogą one konsumentom w odnalezieniu się w gąszczu ofert. Z kolei producentom utrudnią stosowanie manipulacji i różnych form naciągania. Mowa o etykietach, które muszą być czytelne, nieusuwalne. Co jednak najważniejsze, prezentowane na nich informacje nie mogą wprowadzać w błąd i pomjać istotnych informacji. 

e-dysmorphia

1. CZCIONKA – minimalna wielkość to 1,2 mm, a na bardzo małych opakowaniach – 0,9 mm.

2. OBOWIĄZKOWE DANE, jakie powinny widnieć na etykiecie to: nazwa (ale nie wymyślona przez przedsiębiorcę, tylko wskazująca na rodzaj produktu), wykaz wszystkich składników (wraz z alergenami oraz dodatkami do żywności), zawartość netto, data minimalnej trwałości (albo termin przydatności do spożycia), warunki przechowywania lub przygotowania, dane producenta.

3. ALERGENY – winny być oznaczone np. inną czcionką czy kolorem

4. SKŁAD - na pierwszym miejscu na etykiecie musi znajdować się składnik, którego w produkcie jest najwięcej. Nie dotyczy to artykułów jednoskładnikowych.

5. NIESPODZIEWANY SKŁADNIK - powinien zostać ujęty obok nazwy produktu. Np. możemy spodziewać się takiej informacji: „pasztet drobiowy z tłuszczem roślinnym” lub „pizza z produktem seropodobnym”.

co jeść?

6. MIEJSCE POCHODZENIA – obowiązkowo musi zostać uwzględnione, a szata graficzna oraz informacje w oznakowaniu nie powinny wprowadzać w błąd.

7. WODA W MIĘSIE NA CELOWNIKU – jeśli jej zawartość w surowym mięsie i rybach przekroczy 5%, to informacja o tym powinna pojawić się na etykiecie.

8. MIĘSO Z DODATKIEM INNEGO BIAŁKA ZWIERZĘCEGO – informacja taka doczeka się ujęcia w nazwie produktu, a nie tylko w wykazie składników. ] Znajdziemy wtedy np. takie zdanie: „kotlet z dorsza z dodatkiem białka wieprzowego”, „polędwica wołowa z dodatkiem białka wieprzowego”.

9. DATA ZAMROŻENIA MIĘSA I RYB - także będzie nam znana

Co ciekawe etykietowanie, prezentacja i reklama środków spożywczych nie mogą:

  • wprowadzać nabywcy w błąd co do charakteru środka spożywczego, jego właściwości i działania,
  • przypisywać jakiemukolwiek środkowi spożywczemu właściwości zapobiegania lub leczenia chorób ludzi (z wyjątkiem naturalnych wód mineralnych i środków spożywczych specjalnego przeznaczenia, których dotyczą inne przepisy).

Manipulanci zawsze znajdą sposoby, choć przyznam, że jestem pod wrażeniem nowych regulacji. Choć rozporządzenie już obowiązuje, prawo obejmuje te produkty, które zastały/zostaną wprowadzone do obrotu po 12 grudnia. Szczerze nie mogę się doczekać tych nowych nazw niby znajomych produktów. Np. jaką nazwę zyska „syrop malinowy” z 5% zawartością malin lub salami z wieprzowiny. Zachęcam do przesyłania zdjęć z najzabawniejszymi nazwami produktów.

Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady UE nr 1169/2011 z dnia 25 października 2011 r. w sprawie przekazywania konsumentom informacji na temat żywności

Etykiety – nowe przepisy



26 sierpnia 2013

Słodka dezinformacja – cukier wanili(n)owy

Występuje w przepisach na ciasta i ciasteczka. Dodaje aromatu i słodyczy także naleśnikom i innym deserowym przekąskom. Mowa o cukrze waniliowym. Produkowany jest z lasek wanilii lub jej ekstraktu oraz cukru buraczanego. Można go przygotować samodzielnie. Większość z nas woli go jednak kupić. A przynajmniej tak nam się wydaje, że go kupujemy. W ramach weryfikacji tej hipotezy, polecam sprawdzić zawartość spiżarni. Z dużym prawdopodobieństwem i Ty jesteś posiadaczem(ką) jego marnego zamiennika – cukru wanilinowego.

Niby jedna literka różnicy, a w rezultacie taka dezinformacja. Nie czyń sobie jednak wyrzutów. Wszak kupno cukru waniliowego w standardowym sklepie spożywczym graniczy z cudem. A jeśli już uda się go znaleźć, ostatecznie od zakupu może nas odwieźć jego cena. Dodatkowo niewiele osób jest wrażliwych na to „subtelne” rozróżnienie. W sklepie prosząc o cukier waniliowy z pewnością bez wahania sprzedawczyni poda nam opisywaną imitację. Z podobną sytuacją możemy się spotkać przy okazji zakupów przez internet (Zob. Cukier waniliowy). Manipulacja? Oszustwo? Nie, raczej siła przyzwyczajenia i ogólny brak świadomości.

No a czym proponowana nam wanilina różni się od ekstraktu z pnącza z rodziny storczykowatych? Otóż 4-hydroksy-3-metoksybenzaldehyd, choć jest związkiem organicznym, niezwykle rzadko ekstrahowana jest z wanilii. Pozyskiwanie jej w sposób syntetyczny jest bowiem kilkudziesięciokrotnie tańsze. Ma postać krystalicznego proszku barwy białej do jasnożółtej. Dobrze rozpuszcza się w alkoholu i ciepłej wodzie. Nawiasem mówiąc w 2006 roku japońscy badacze ogłosili, że możliwe jest wyizolowanie waniliny z kału krowiego. Rok później kierownik azjatyckiej grupy badawczej Mayu Yamamoto otrzymał nagrodę Ig Nobla (Antynobla). Z okazji ceremonii rozdania nagród lodziarnia w Cambridge wytworzyła lody waniliowe o nazwie Yum-A-Moto Vanilla Twist zawierające wanilinę pozyskaną w ten sposób. Choć warto podkreślić, że pomysłu nie zaadoptowano do szerszego zastosowania. Przynajmniej nic o tym nie wiadomo ;)

I oczywiście może Ci to nie robić różnicy, jaki cukier dodasz przygotowując imieninowy sernik. Choć różnica w aromacie między wanilią i waniliną jest wyraźna. Mając jednak świadomość, dajemy sobie szansę na wybór.

PS. A tak a propos, to ciekawe, że Dr Oetker Brytyjczykom dla odmiany proponuje cukier waniliowy, a Niemcom pozostawia wybór.



19 lutego 2013

Kampania „Bo zupa była prawdziwa” nieetyczna

Internauci od kilku miesięcy wyrażali swój sprzeciw i oburzenie wobec kampanii. Komisja Etyki Reklamy podzieliła ich zdanie.

Mowa o reklamie zup Profit w której wykorzystano slogan  „Bo zupa była prawdziwa”. Moim zdaniem również bezspornie nawiązuje on do hasła niezwykle śmiałej kampanii przeciwko przemocy w rodzinie „Powstrzymać przemoc domową”, realizowanej przez przez Ogólnopolskie Pogotowie dla Ofiar Przemocy w Rodzinie Niebieska Linia 15 lat temu.

Promocja produktów Profi prowadzona była głównie za pośrednictwem bilboardów. Oprócz hasła, na zdjęciu zamieszczono uśmiechniętą kobietę, której wręczana jest róża. Jak możemy się domyślać, w nagrodę za dobrze spełniony obowiązek.

W skardze do Rady Reklamy czytamy m.in.: Reklama propaguje seksizm oraz w skandaliczny sposób nawiązuje do akcji społecznej przeciwko przemocy w polskich domach. Kobieta jest sprowadzona do roli osoby, której celem jest gotowanie, a reklama sugeruje, że za złą zupę odpowiednią karą jest bicie, poprzez nawiązanie do kampanii „Bo zupa była za słona”. Promuje to niezdrowe postawy w domu i anarchiczny i krzywdzący dla obu płaci podział ról.

Jak wynika z powyższego fragmentu skarżący oprócz tego, że wskazał na nawiązanie reklamy do kampanii społecznej sprzed lat, wyraził pogląd, że nosi ona znamiona dyskryminacji.

Z kolei w uzasadnieniu Uchwały Rady napisano: „Kampania społeczna dot. przemocy w rodzinie na trwale wpisała się w świadomość społeczną i mimo upływu czasu jest nadal aktualna. Dlatego komercyjne nawiązanie do niej może powodować bagatelizowanie problemu ważnego i aktualnego społecznie, co powoduje, że reklama nie była prowadzona w poczuciu odpowiedzialności społecznej oraz zgodnie z dobrymi obyczajami”.

Na facebookowym profilu firmy jej przedstawiciele, jeszcze przed wydanie przez uchwały, zasugerowali mylny odbiór przekazu. A oto reakcje internautów:

ANIA:Chybione to jest powyższe tłumaczenie. Jeżeli Państwa kampania nie odnosi się do tej społecznej z hasłem „bo zupa była za słona”, to ja jestem królewna Śnieżka. Wstyd, tym bardziej, że Państwa dział marketingu to same kobiety.

WIKTOR: PROFI – jak się zrobiło taką marketingową prawdziwą zupę, to trzeba z godnością samemu ją zjeść, a nie dalej innym ją do gardeł uparcie wpychać. Totalna porażka.

Były też inne reakcje:

ANN: - Jestem kobietą i cieszę się, że mogę być kucharką! i że to mnie pochwalą za pyszny obiad, to taki dar, który został przypisany kobietom (co raz częściej  mężczyznom i chwała im za to!), kwiatek jest symboliką podziękowań, jakże znany i lubimy. (…) faktycznie może występować skojarzenie z innym hasłem.. ale mnie to nie przeszkadza! bo odczytuję przekaz całkiem inaczej! jako podsumowanie tego co robię!

HARMONY: Hipokryzja Polaków jednak wychodzi przy każdej okazji ! Widziałem tę reklamę i dziwię się,skąd od razu złe skojarzenia ? Dlaczego nie pochwalić, że facet dziękuje ,że ma dobre intencje? Tylko szukać podtekstów: że szczuje, że niedobry! Wiecie co, każdy sądzi sam po sobie, jakie ma emocje wobec innych – takie sprzedaje. 

Ostatecznie jednak na stronie przedsiębiorstwa Profit jej Prezes napisał: - Pragnę w imieniu swoim, Zarządu i wszystkich pracowników jednoznacznie podkreślić, że nasza kampania z żaden zamierzony sposób nie chciała i nie miała nawiązywać do kampanii Niebieskiej Linii. Dlatego przepraszamy Wszystkich, którzy poczuli się dotknięci lub zaniepokojeni.

A co Ty sądzisz o kampanii promującej zupy PROFI?:

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...



21 stycznia 2013

Armstrong o końcu wielkiego mitu

Byłem niewolnikiem perfekcyjnej historii o zwycięstwie nad rakiem i wygraniu Tour de France – w rozmowie z Oprą Winfrey wspomina Lance Armstrong. Wywiad stanowi jeden z ostatnich aktów trwającego ponad dekadę i przepojonego manipulacją przedstawienia.

No i rozpoczęło się polowanie. Pomimo że ofiara szamocze się w sieci, poszukiwanie stosownej etykiety wciąż trwa. Co lepsze?: tyran, narcyz, dupek a może oszust lub manipulant. Dziennikarze prześcigają się również w formułowaniu oryginalnych podsumowań i morałów. Tym razem się nie przyłączę. Poprzestanę na sformułowaniu pewnych uwag i wyrażeniu emocji. A emocji brakować nie może. Wszak jesteśmy świadkami upadku jednego z największych i zarazem najpiękniejszych mitów zawodowego sportu, który zainspirował wielu ludzi walczących z chorobami nowotworowymi. Choć od lat mówiono o dopingu w kolarstwie także w kontekście kariery Armstronga, to faktycznie dopiero oświadczenie Amerykańskiej Agencji Antydopingowej (USADA) rozwiało wszelkie wątpliwości w tej sprawie.

Po co zatem wielu z nas z chęcią zasiadło przed telewizorem, by obserwować rozmowę siedmiokrotnego tryumfatora Tour de France? Oczywiście nie sposób wymienić wszystkich powodów. Wydaje się, że zadanie to byłoby równie karkołomne co niecelowe.  Myślę, że jednym z kluczowych mogła być chęć obserwowania, jak bezwzględny, zakłamany wielki mistrz, prosi o wybaczenie.

To niebywała historia, pełna sensacyjnych wątków, ale i budząca niesmak, skłaniająca do stawiania pytań, także tych o charakterze uniwersalnym. Jak sam przyznał, wszystkie siedem tytułów mistrzowskich najtrudniejszego wyścigu kolarskiego, uzyskał stosując wszelkiej maści doping. W tym takich środków jak: erytropoetyna czy testosteron. Wielokrotnie również korzystał z przetaczania krwi.

Jak się okazuje, Armstrong stosował doping jeszcze przed pamiętnym rokiem 1996, kiedy to w wieku 25 lat wykryto u niego raka jądra trzeciego stopnia. Niektórzy spekulują, czy aby jego choroby nie wywołały ww. „dopalacze”. Tak czy inaczej USADA określiła cały proceder mianem: Jednego z najbardziej wyrafinowanych systemów dopingowych w historii sportu.

Trudno było oczekiwać, że wywiad ten dostarczy nam odpowiedzi na ważne pytania. Jestem zdania, że określanie go mianem spowiedzi jest na wyrost. Śledząc mowę ciała Odpytywanego nie mam wątpliwości, że byliśmy świadkami skwapliwie przygotowanego wystąpienia, kreacji, mającej inne cele, niż deklarowane. Dla przypomnienia, na pytanie o to dlaczego zgodził się na wywiad odparł, że robi to dla swoich starszych dzieci, by przed osiągnięciem przez nie pełnoletności dokonać ważnego rozrachunku. Co ciekawe jednak najstarszy syn ma dopiero 13 lat, zatem czasu jest aż nadto. W przeciwieństwie do serii procesów, które ruszają niebawem.

Nie mi oceniać, kondycji emocjonalnej Armstronga, poziomu skruchy, smutku i żalu. Kiedy jednak w trakcie wywiadu wspominał o tym, jak zawiódł swego syna, miałam wrażenie, że jego wzruszenie także zostało odegrane. Zastanawia również względna łatwość z jaką Armstrong relacjonował swe bezwzględne posunięcia. Raz po raz padały trudne pytania, na które odpowiadał bez większego problemu.

Naiwnym byłoby jednak oczekiwać od wytrawnego manipulatora, nagłej otwartości i bezwzględnej szczerości. Wątpliwości nie mają szczególnie osoby śledzące jego karierę. Dokładnie pamiętają pełne pasji wystąpienia w ramach których przekonywał, że rzeczy niemożliwe są na wyciągnięcie ręki i namawiał by iść w jego ślady. Kilkukrotnie podczas wywiadu Oprah odtwarzała wybrane fragmenty jego wypowiedzi. M.in. ten gdy powiedział: Rozważcie moją sytuację. Facet, który był jedną nogą martwy i pozbierał się z choroby. Czy miałbym w tej sytuacji wejść do sportu, brać doping i ponownie ryzykować życie? To szaleństwo. Nigdy bym tego nie zrobił. Ne ma mowy. Albo gdy w 2005 roku pod przysięgą zeznawał po raz kolejny, że nigdy nie stosował dopingu. Ja na jego miejscu, siedząc naprzeciwko dziennikarki, zapadłabym się pod ziemię.

On zaś sukcesywnie odnosił się do zawartości kolejnych nagrań. W końcu, chcąc częściowo odciąć się od minionych zdarzeń powiedział: Nie podoba mi się ten facet. Powiedziano mu, że jest niezwyciężony i on uwierzył w to”.

Wystarczy dodać, że jeszcze trzy miesiące temu zaprzeczał stawianym mu zarzutom. Ponadto tuż po ogłoszeniu przez federację kolarską jego dożywotniej dyskwalifikacji, powrócił do domu i opublikował w sieci zdjęcie z koszulkami wygranych Tourów.

 

Opatrzył je podpisem: Wróciłem do Austin i sobie leżę. Na pytanie dlaczego to zrobił, odpowiedział, że wówczas wydawał mu się to całkiem dobry pomysł.

Oburzyły mnie jego tłumaczenia, że nie czuł się winny, bo doping stosowali prawie wszyscy kolarze. Ktoś może powiedzieć, że spośród 200 kolarzy w Tour de France było 5, którzy nie brali i że oni są bohaterami. Zgadzam się z tym- stwierdził. Dodał jeszcze:
Sprawdziłem definicję słowa oszustwo. Oszustwo to nieuczciwe zyskanie przewagi nad rywalem albo wrogiem. Ja widziałem to inaczej. Dla mnie było to wyrównywanie szans.

Żal mi tych wszystkich osób mówiących prawdę, a oskarżanych przez Armstronga o kłamstwo, wyszydzanych, kompromitowanych. Ofiar jego paskudnej gry. Tych w odniesieniu do których powiedział: Nie patrzyłem kogo tratuję po drodze. Mowa chociażby o Betsy Andreu, żonie Frankie'ego Andreu, kolarza z grupy US Postal Service, który oskarżał upadłą legendę o stosowanie niedozwolonych środków jeszcze w trakcie jego kuracji w walce z rakiem. Armstrong nazwał Betsy prostytutką i alkoholiczką. W jednym z ostatnio przeprowadzonych wywiadów kobieta powiedziała: Zniszczyłeś i oczerniłeś całą moją rodzinę. Teraz prosisz mnie o wybaczenie po tym co znam zrobiłeś?

Myślę o synu Luck'u, który wspierał ojca latami , nie mając wątpliwości o jego niewinności. O wszystkich jego dzieciach naznaczonych serią potwornych wyborów ojca. Myślę o jego załamanej matce i o tych wszystkich osobach, dzięki którym możliwe było powołanie do życia pięknej inicjatywy „Livestrong”. Fundacja zebrała ponad 500mln na walkę z rakiem.

I zżymam się przywołując fragmenty wypowiedzi Armstronga o tym ile pieniędzy stracił i, że kara dożywotniego wykluczenia z zawodów jest niewspółmierna (Zasłużyłem na karę, ale czy to musi być dożywocie?). Warto przy okazji dodać, że zgodnie ze swym regulaminem, USADA może skrócić karę, ale do nie mniej niż ośmiu lat. Warunkiem jest jednak współpraca sportowca z agencją na płaszczyźnie wyjaśnienia całej sprawy i ujawnienia osób w nią zamieszanych.

Opisywana historia miała swój początek w pragnieniu młodego, niezwykle zdolnego chłopaka, by wygrywać za wszelką cenę. W kontekście jej finału, przychodzą mi na myśl scenariusze filmów, w których główny bohater popełnia występek i z czasem, w wyniku dalszych złych wyborów, popada w wielkie problemy. Wszak każdą wielką tragedię, oszustwo czy manipulację, rozpoczyna jakiś pierwszy, niekiedy relatywnie niegroźny krok. Po wykonaniu następnych trudno już zawrócić.

Wiem, że jest za późno na skruchę. To tylko moja wina, że przez tyle czasu ukrywałem prawdę. Moje życie było jednym wielkim kłamstwem, ale była to historia idealna. Człowiek, który pokonał chorobę, siedem razy wygrał Tour de France, ma szczęśliwą rodzinę. Powtarzałem to wiele razy i tak długo, że nie było łatwo z tym skończyć – powiedział Armstrong.

Komentarze:

Teolog ks. prałat Wilhelm Imkamp z bawarskiego sanktuarium Bayerisch-Schwaben: Jeśli ktoś pragnie czerpać korzyść z publicznego wyznawania swoich stanów neurotycznych, może to robić, ale taki reality show przebrany w moralne szaty jest niesmaczny.

Brian Cookson, prezes brytyjskiego związku kolarskiego: Nie sądzę, że jest mu przykro z tego powodu, że brał. Jest mu raczej przykro z tego powodu, że został wreszcie złapany.

Novak Djoković, lider rankingu ATP: To hańba dla całego świata sportu. Oszukał wielu ludzi na całym świecie, wyznając to, co słyszeliśmy. Myślę, że powinno mu się odebrać wszystkie tytułu, trofea, zwycięstwa i nie dopuścić, aby znów pojawił się w świecie sportu. Powinien cierpieć za swoje kłamstwa przez wszystkie pozostałe mu lata.

Robert Korzeniowski, czterokrotny mistrz olimpijski w chodzie sportowym: Patrzę na to ze smutkiem. Runął kolejny pomnik. To próba kolejnej manipulacji. Jestem ogromnie rozczarowany. Teraz dla każdego młodego człowieka, który chce coś osiągać w wielkim sporcie, sukces może być równoznaczny z przyjmowaniem dopingu i manipulowaniem opinią publiczną.

Wiceszef MKOl Thomas Bach: To bardzo smutny dla światowego sportu dzień. (…) Jeśli Armstrong myśli, że tym jednym wystąpieniem odzyska wiarygodność, to się myli. Nastąpiło to zbyt późno i powiedział zbyt mało.

Krzysztof Łęcki, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego: To musi być szokujące, jeśli takie słowa wypowiada człowiek będący dla wielu idolem. Okazuje się, że kibice oglądali nie wyścig zawodników, tylko rywalizację laboratoriów. To mniej więcej tak, jak mówienie dzieciom, że przyniósł je bocian, a one potem odkrywają, że było zupełnie inaczej.


Kolarz Dariusz Baranowski, niegdyś kolega z drużyny: Mówiłem, że Lance został zaszczuty, że rozpętano na niego nagonkę i że uwzięli się na niego zazdrośnicy. Wtedy byłem święcie przekonany, że tak właśnie było. Tyle razy zapewniał, że nie brał dopingu, że teraz wiadomość, że kłamał, jest tym bardziej przykra. Cóż, bardzo się pomyliłem, a wraz ze mną wielu kolarzy i kibiców.

Piotr Wadecki, były kolarz, trener kadry szosowej: Na igrzyskach w Sydney w wyścigu ze startu wspólnego zająłem siódme miejsce. Pierwsza trójka to: Ullrich, Winokurow, Kloeden. Wszyscy byli zamieszani a jakieś tam afery, inni kolarze przede mną również. Może nie byłbym siódmy, ale trzeci? Może miałbym medal? (…) Czy czuję się oszukany? Jechałem w Tour de France, ciężko trenowałem – bardziej niż inni – żeby dobrze się zaprezentować, ale to nie wystarczyło. Pytanie, dlaczego? To były takie czasy, że ci, co wygrywali, jeździli na najwyższym poziomie, byli zamieszani w afery dopingowe. Statystyki mówią wszystko. Nieraz pierwsza piątka z Tour de France była posądzona i skazana za używanie niedozwolonych środków.

 

Wcześniej do stosowania dopingu przyznali się inni kolarze. Wśród nich:

Steffe Kjaergaard (U.S. Postal Service), Levi Leipheimer (obecnie Omega Pharma-Quickstep), Christian Vande Velde (Garmin-Sharp), David Zabriskie (Garmin-Sharp), Tom Danielson (Garmin-Sharp), George Hincapie (BMC) oraz Michael Barry (Sky).

Amerykańska Agencja Antydopingowa (USADA) zdyskwalifikowała ich wszystkich na sześć miesięcy. Dodatkowo anulowane zostały wyniki sportowe uzyskane przez nich w okresach, kiedy wspomagali się niedozwolonymi środkami.



10 października 2012

Manipulacja w reklamach leków

Reklamowanie leków budzi wiele kontrowersji. Choć istnieją pewne obostrzenia w tej sferze, raz po raz natrafić można na spoty wykorzystujące nieuczciwe techniki lub po prostu ich przekaz jest kłamliwy.

Z ekranów padają coraz śmielsze zapewnienia. Niekiedy można odnieść wrażenie, że większość popularnych schorzeń można wyleczyć bez wizyty u lekarza. Mowa m.in. o: regeneracji wątroby, zwalczaniu grypy, stanu zapalnego czy nawet depresji. Choć pada informacja o wskazaniach do konsultacji z lekarzem, formułka ta wypada blado, w zestawieniu z określeniami typu: najskuteczniejszy, niezbędny, jedyny czy najlepszy na rynku.

Prawdziwy festiwal przypada na okres jesienno-zimowy, co jest w pełni uzasadnione, biorąc pod uwagę spadek naszej odporności i pojawiające się raz po raz dolegliwości. Prym wiodą reklamy wszelkiego rodzaju suplementów diety mających nas rzekomo „chronić przed grypą i przeziębieniem”.

Prym wiodą preparaty zawierające kwas askorbinowy, czyli popularną witaminę C.  Czy wiesz, że nie istnieją wiarygodne dowody potwierdzające, że zapobiega ona choćby przeziębieniom? To ciekawe, gdyż już od lat siedemdziesiątych mit nieocenionych walorów witaminy generuje niezwykle duże zyski firmom farmaceutycznym. Jedno jest pewne, pomaga ona nieco zwalczać infekcję u osób, które miały wcześniej jej niedobór. Warto dodać, że jej nadmiar jest usuwany z organizmu, a jej przyswajanie w formie syntetycznej jest zaskakująco niska.  (Zob. Witamina C i ruta, czyli faszerowanie złudzeniami).

Twierdzenie, że „w pełni chroni przed przeziębieniami” to w związku z powyższym zwykłe oszustwo:


Kiedyś ogłaszano, że suplementy leczą, teraz zazwyczaj jest mowa o tym, że zwalczają objawy grypy. Choć odbiór takich przekazów bywa podobny, zmieniona forma chroni przed skargami.

 

Kolejnym przykładem manipulacji jest następujący spot:

 

 

W reklamie pani mówi „zamiast zwalczać sam ból, chcemy usunąć przyczynę”. „Czyli skurcze.” wtóruje pan. No i chcieć nie znaczy móc. W rezultacie pada sugestia, że Ibuprom działa rozkurczająco, choć to nie prawda. Zdanie sformułowano jednak na tyle umiejętnie, że w świetle prawa wszystko jest ok.

Dodatkowo odbiorcy sugeruje się, że Ibuprom Duo to nowy produkt. Niestety okazuje się, że lek ten ma dokładnie taki sam skład jak: Ibuprom Max czy Nurofen Forte.

Z prawdziwym zdumieniem wysłuchałam kilka miesięcy temu, że łykając suplement diety mogę zlikwidować stan zapalny w kolanie.

 

Niezależnie od tego, że nie miałam i nie mam takiej potrzeby, reklama wzbudziła moje duże zainteresowanie. Osoby na co dzień penetrujące zakamarki technik wpływu są zazwyczaj przewrażliwione słysząc tego typu przekazy. Pomyślałam jednak o osobach starszych mających problemy ze stawami. Kiedyś słyszałam od pewnego ortopedy, że 70proc. jego pacjentów, to osoby, którym już w zasadzie niewiele może pomóc. To o nich właśnie pomyślałam. U ilu z nich, po wysłuchaniu reklamy pojawiła się nadzieja, która popchnęła ich do dokonania zakupu?

Okazuje się, że i Komisja Etyki Reklamy także zajęła się tą sprawą. W odniesieniu do treści powyższego spotu wydano orzeczenie, którego fragment brzmi: „Zespół Orzekający stwierdził, że przedmiotowa reklama nadużywa zaufania odbiorców i wykorzystuje ich brak doświadczenia lub wiedzy. Zespół Orzekający podkreślił, że bez poparcia badaniami nie można używać w reklamie definitywnych sformułowań typu „likwiduje stan zapalny” zwłaszcza w odniesieniu do suplementu diety jakim jest reklamowany środek”.

Z kolei ze spotu Furoxinu mogliśmy się dowiedzieć, że jego „regularne stosowanie zabezpiecza przed nawracającymi zapaleniami dróg moczowych”. I ta formuła została zakwestionowana przez KER (Zob. Uchwała Nr Z0 01/12 z dnia 3 stycznia 2012).

Szczególnie groźne społecznie wydają się być spoty leków poprawiających nastrój. W reklamach sugeruje się, że: Deprim czy Persen stanowią antidotum na depresję. To krok wstecz w stosunku do zakrojonych na szeroką skalę działań zmierzających do przybliżenia społeczeństwu istoty tej choroby. Wszak jak wynika z badań, co piąty dorosły, przynajmniej raz w życiu jej doświadcza, a szacuje się, że obecnie co dziesiąty Polak jest nią dotknięty. Z kolei Światowa Organizacja Zdrowia alarmuje, że depresja jest czwartym, najpoważniejszym problemem zdrowotnym, z którym zmagają się ludzie na całym świecie. Pytanie brzmi jednak: ile osób zna tego typu opracowania, a ile osób miało okazję oglądać jedną z reklam zakłamującą istotę rzeczy?

Zamiast głupawego stopu polecam wypowiedź Przewodniczącego Zespołu ds. Walki z Depresją przy Ministerstwie Zdrowia:

 

 

Na koniec coś nieco bardziej optymistycznego. Okazuje się, że Komisja Etyki Reklamy pozytywnie rozpatruje skargi w odniesieniu do spotów, w których wykorzystywana jest metoda autorytetu do manipulowania odbiorcą. Kiedyś już wspominałam o jej istocie ( Siła autorytetu). Jedna ze skarg dotyczyła następującego spotu:

 

Nie dość, że aktorkę „podpisano” fikcyjnym imieniem i nazwiskiem, to jeszcze nadano jej fikcyjny zawód. Powyżej napisałam, że to wiadomość odrobinę bardziej optymistyczna. Dlaczego? A no dlatego, że w reklamach nagminnie pokazuje się aktorów w kitlach lekarskich – a na to nie ma już rady…

 

 

Powyższy opis rzuca światło na dużo szerszy problem. Ktoś mógłby powiedzieć, że trudno oczekiwać, by reklama była w pełni rzetelnym komunikatem. Wszak to z definicji forma perswazyjna o charakterze stronniczym. Choć w Kodeksie Etyki Reklamy czytamy, że powinna być ona: „rzetelna, prawdziwa i możliwa do weryfikacji oraz zgodna z wymogiem ochrony jednostki przed szkodą”. Z pewnością interesy konsumenta (odbiorcy przekazu) i producenta, nie są spójne.

W moim przekonaniu z całą stanowczością należy się sprzeciwiać wszelkim przejawom manipulacji w reklamie, a szczególnie tej, która nakłania do zakupu medykamentów. Głównym argumentem jest jej szkodliwość. Wszak nieodpowiedzialne aplikowanie leków, w tym także ich bezrefleksyjne łączenie może być brzemienne w skutkach. Dla przykładu przedawkowanie paracetamolu może uszkodzić wątrobę, a nieporządane objawy pojawiają się dopiero po kilku dniach. W tym czasie chory nieświadomy zagrożenia, ma szansę aplikować sobie kolejne pastylki.

A leki bez recepty traktowane są często przez konsumentów, jako środki których stosowanie niemal nie niesie ze sobą skutków ubocznych. Rzeczywistość jest zupełnie inna. Zagrożenia wynikające z nieodpowiedzialnego sięganie po leki podkręcane przez nierzetelne reklamy, to znacznie większy koszt, niż zakup nie dość paprykowych chipsów czy kremu, który niestety nie poradziła sobie ze zmarszczkami mimicznymi.

Dodatkowo nieodpowiedzialne stosowanie leków często odwleka w czasie, jakże ważną konsultację lekarską. Tak się dzieje gównie wówczas, gdy zachęceni reklamami środków przeciwbólowych, sięgamy po nie i tłumimy pierwsze objawy groźnych schorzeń.

Innym ważnym argumentem na rzecz napiętnowania wszelkich przypadków naruszających Kodeks Etyki Reklamy, jest rosnący rynek leków dostępnych bez recepty. Obecny stan polskiej służby zdrowia w najbliższych latach ma szansę tą tendencję utrwalić.

Z dedykacją dla wszystkich Czytelników:

I Ty możesz złożyć skargę: Złóż skargę.

O zasadach reklamowania produktów leczniczych przeczytasz w Ustawie z dnia 6 września 2001 r. Prawo farmaceutyczne (Dz. U. 2008 nr 45 poz. 271 z późn. zm.), której najistotniejszy fragment znajduje się tu: Reklama produktów leczniczych.

O etyce w reklamie w: Kodeks Etyki Reklamy

Więcej na temat negatywnych skutków zażywania popularnych leków dostępnych bez recepty znajdziesz w: Lek ostatniego kontaktu.



11 czerwca 2012

James Randi demaskuje oszustwa

Powołana przez niego fundacja (James Randi Educational Foundation) oferuje milion dolarów nagrody w obligacjach za udowodnienie jakiegokolwiek zjawiska okultystycznego czy nadprzyrodzonego przy planowanej obserwacji.

Nawiązuje też do Homeopatii. Publikowałam tekst prof. zw. dr hab. med. Andrzeja Gregosiewicza, w wyczerpujący sposób podważający lecznicze działanie tabletek określanych mianem homeopatyczne (Zob. Homeopatia – kpiny z medycyny).



31 października 2011

Kult wirtualnego piękna

Problematyka cielesności od zawsze fascynowała ludzi. W ramach filozofii cielesność rozpatrywana była w relacji z duchowością, umysłowością. Łatwo dostrzec wielości punktów widzenia właściwych dla poszczególnych kręgów kulturowych. Także w kulturze zachodniej koncepcje cielesności ewoluowały, co można zaobserwować śledząc koncepcje filozoficzne od Platona do Emanuela Mounier.

Zainteresowanie nią potwierdza również analiza dzieł sztuki, a także literatury minionych dekad i wieków.

Analizując je łatwo dostrzec, że pojęcie piękna miało różny zakres na przestrzeni dziejów. W tym także atrakcyjność fizyczna była postrzegana inaczej w poszczególnych epokach, a nawet w obrębie tej samej kultury.

Obecnie również umiemy wskazać wiele miejsc na mapie świata, gdzie atutem jest posiadanie krągłych kształtów, a nawet bycie otyłym. Dotyczy to głównie ubogich społeczności, choć nie tylko. Najbardziej ekstremalnymi przykładami mogą być: ideał kobiety w Mauretanii i mężczyzny z plemienia Boti.

Poniżej opisany został kanon urody właściwy dla społeczeństw cywilizacji zachodniej drugiej połowy XX i początku XXI wieku. Szczególny nacisk położono na wskazanie niespotykanej dotąd presji wywieranej wobec kobiet, a dotyczącej wyglądu ich sylwetek.

Co warto podkreślić, panujący obecnie kanon zaczął kształtować się już w latach 40. XX wieku. Od tego momentu ideał kobiecości był coraz szczuplejszy. O ile w latach 50. modelka była chudsza od przeciętnej kobiety o około 5-8%, to obecnie współczynnik ten wynosi już 20%.

Silny wpływ na ukształtowanie się dzisiejszego ideału kobiecej sylwetki miała brytyjska modelka, aktorka i piosenkarka Twiggy Lawson.

Przy wzroście167 cmważyła około40. kilogramów. Jej kariera stanowi symbol końca wcześniejszego ideału reprezentowanego m.in. przez Thedę Barę, a później Merlin Monroe i Brigitte Bardot.

Od współczesnej kobiety, oczekuje się, by jej ciało było jednocześnie chude i posiadało hiperseksualne krągłości. W efekcie zrodził się nadnaturalny kanon nazwany przez T. Szlendaka „Wenus obfitą wybiórczo”. Twórca pojęcia o współczesnym wzorcu kobiety pisze: „Nowa Wenus z trudnością stoi na chudych nogach, dźwigając monstrualny biust nie podtrzymywany jak u Wenus z Willendorfu – równie monstrualnym brzuchem”.

Ową obsesję na punkcie posiadania szczupłej sylwetki wyraża pojęcie „lipofobicznego społeczeństwa. Oczekiwania te znajdują swe odzwierciedlenie w statystykach realizowanych zabiegów chirurgii plastycznej. Z dwuletnich badań przeprowadzonych przez Międzynarodowe Towarzystwo Chirurgii Plastycznej i Estetycznej (ISAPS) w 25 krajach w których przeprowadzanych jest około 75 % wszystkich zabiegów wynika, że najpopularniejszym z nich jest liposukcja (18,8% wszystkich zabiegów), a drugim z kolei operacja powiększania piersi (17%).

Z kolei modelowa twarz kobieca, co potwierdzają wyniki badań, charakteryzuje się występowaniem: dużych oczu, wyraźnie zarysowanych kości policzkowych i szerokiego uśmiechu.

Do mężczyzn, także adresowane są komunikaty dotyczące pożądanego wyglądu. Z badań wynika, że ich twarz powinna posiadać: duże oczy, wydatne kości policzkowe, silna broda i szeroki uśmiech. Z kolei sylwetka ma być umięśniona, posiadać szerokie ramiona, płaski brzuch oraz wąskie biodra. Co ciekawe jeszcze sto lat temu, umięśniony człowiek kwalifikowany był jako pracownik fizyczny.

Nakreślone powyżej wzorce są nad wyraz eksponowane. Dodatkowo mamy do czynienia z ogromną presją. Jesteśmy dosłownie bombardowani i dyscyplinowani przekazami nawołującymi do podjęcia działania w celu stania się bardziej atrakcyjnymi. W dobie zmierzchu dominacji słowa na rzecz kultury obrazu sugestywność tych treści ulega jeszcze większemu wzmocnieniu.

Z. Melosik na określenie owej presji skierowanej w stronę kobiet używa pojęcia „tyranii szczupłego ciała”. Uważa, że jest ona skoncentrowana wokół wymuszenia krytycznej refleksji nad ciałem, a głównie jego wagą. Pisze, że owa tyrania jest jednym z silniejszych instrumentów dyscyplinowania tożsamości współczesnej kobiety. Podobnego określenia używają twórcy kampanii realizowanej w lipcu 2011 roku, w ramach III Festiwalu Integracja Ciała, Duszy i Umysłu w Nowym Kawkowie. Jej nazwa to: „Ciało – naturalne piękno czy dyktatura piękna XX i XXI wieku?”.

S. Kowalczyk pisze z kolei o „urynkowieniu” ciała ludzkiego, które wyraża się w: „eksponowaniu go w miejscach publicznych, odkrywania coraz większej jego powierzchni, mnożeniu wszelkiego rodzaju konkursów piękności czy wreszcie zintensyfikowaniu zabiegów wchodzących w zakres szeroko rozumianej promocyjnych pornografii”. Częstym określeniem jest również tzw. kult opakowania. Przy czym, sugeruje się, że współcześnie „opakowanie” zaczyna wnikać do wnętrza ciała. Powszechność chociażby operacji plastycznych jest jednym z przejawów dostosowywania go do wymogów kulturowych. Ciało przestaje być ponadto postrzegane jako naturalnie dane, co prowadzi do uznania go, jak pisze A. Buczkowski: „jako kategorii <<zadanej>> – podlegającej kształtowaniu i zmianie, w zależności od potrzeb odpowiedniej koncepcji kobiecości i męskości”. Z kolei D. Czaja współczesne tendencje opisuje przy użyciu takich pojęć jak: „ciało zwirtualizowane” (tj. wielokrotnie i natrętnie reprodukowanego za pośrednictwem reklamy, filmu, telewizji, prasy itp.), czy „ciało sfragmentaryzowane” (tj. takie, którego części oderwane są od całości i zaczynają funkcjonować jakoby samodzielnie, np. twarz, jako element sprzedający krem).

To tylko niektóre określenia stworzone dla uchwycenia opisywanej tendencji.

Źródła:
E. Aronson, Wilson, R. M. Akert, Psychologia społeczna, przeł. J. Gilewicz, Poznań 2006;
A. Brytek-Matera, Obraz ciała-obraz siebie. Wizerunek własnego ciała w ujęciu psychospołecznym, Warszawa 2008;
A. Buczkowski, Społeczne tworzenie ciała – płeć kulturowa i płeć biologiczna, Kraków 2005;
U. Eco, Historia piękna, Poznań 2009;
M. Gryga, Tusza, które rusza, „Focus” 2011 nr 8/191;
S. Kowalczyk, Ciało człowieka w refleksji filozoficznej, Lublin 2009;
A. K. Machaj, E. Łopacka-Sęczyk, Psychologiczne i społeczne wyznaczniki postrzegania i używania własnego ciała, [w:] http://konferencja.21.edu.pl/publikacje/5/1/205MACHAJ.pdf, 2011-08-12;
Z. Melosik, Tożsamość, ciało i władza. Teksty kulturowe jako (Kon)teksty pedagogiczne, Poznań-Toruń 1996;
W. Strzelecki, M. Cybulski, M. Strzelecka, A. Dolczewska-Samela, Zmiana wizerunku medialnego kobiety a zaburzenia odżywiania we współczesnym świecie, „Nowiny Lekarskie” 2007 nr 76;
T. Szlendak, Leniwe maskotki, rekiny na smyczy. W co kultura konsumpcyjna przemieniła mężczyzn i kobiety, Warszawa 2005.

Zainteresowanych tematem odsyłam do innych publikacji na ten temat umieszczonymi na stopmanipulacji.info:

Anoreksja i bulimia;

Anoreksja w modelingu;

Anoreksja w modelingu-film;

Anty Pro Ana;

Dysmorfofobia;

Gwiazdy saute;

Manipulacja obróbką zdjęć;

Manoreksja;

Niezdrowe diety;

Pogoń za umięśnionym ideałem;

Powiększanie biustu;

Pro ana-film;

Szczupłe nadal za grube;

Tworzenie piękności;

Vogue factor;

W służbie propagandy kultu wirtualnego piękna;

Zagubieni w drodze do piękna.



29 października 2011

Nigdy nie oddałeś(łaś) krwi?



25 października 2011

Autyzm?

Tym razem wzruszająca opowieść młodej Mamy, która pewien czas temu stanęła przed trudnym dylematem. Sprawa jest niezwykle kontrowersyjna. Zachęcam do lektury, a także zamieszczanie komentarzy.
Jako młoda mama stanęłam przed dylematem czy zaszczepić moje maleńkie dziecko. Jest to problem bardziej skomplikowany, niż mogłoby się wydawać. W końcu decyzja dotyczy zdrowia jakże ważnej dla mnie osoby.


Wątpliwości pojawiły się w momencie, gdy zaczęły do mnie docierać sprzeczne informacje. Dotyczyły one konkretnej szczepionki skojarzonej przeciw odrze, śwince i różyczce. Jest ona wpisana do kalendarza obowiązkowych szczepień dedykowanych rocznym maluszkom. Nic by nie wzbudziło mojego podejrzenia gdyby nie pytanie neurologa, do którego udała się moja koleżanka z dzieckiem cierpiącym na autyzm. Brzmiało ono następująco: „Czy pani dziecku podawano skojarzoną szczepionkę na świnkę??”.

Słysząc to pospiesznie zaczęłam przeszukiwać Internet. Dodatkowo przepytałam chyba pięciu lekarzy. Informacje, które uzyskałam były totalnie sprzeczne. Środowisko lekarskie opowiada się, jak najbardziej za szczepieniami. Tłumaczą to ewentualnymi konsekwencjami niezaszczepienia dziecka i powikłaniami będącymi następstwem przebycia choroby zakaźnej. Natomiast informacje płynące z forów internetowych są porażające. Wypowiadają się tam zrozpaczeni rodzice, których normalnie funkcjonujące i rozwijające się na dzieci po szczepieniu zaczynają zmieniać się nie do poznania. Zamykają się we własnym świecie, a po czasie zapada diagnoza – autyzm. Rzecz dotyczy m.in. zawartość rtęci w szczepionkach, która odkładając się w organizmie może powodować poważne zaburzenia neurologiczne.

W Internecie znajdziesz wiele filmików na ten temat.

Oto jeden z nich:

I fragment “Faktów” TVN:

Dla równowagi przytaczamy wypowiedź dr hab. Leszka Szenborna, kierownika Katedry i Kliniki Pediatrii i Chorób Infekcyjnych Akademii Medycznej we Wrocławiu kwestionującą powyższe podejście:
Żadna szczepionka przeciwko odrze, śwince i różyczce, która była w przeszłości i obecnie jest stosowana na świecie, nie powoduje autyzmu. Wykluczyły to liczne badania epidemiologicznych i klinicznych przeprowadzonych na świecie po pojawieniu się głośnego artykułu w prestiżowym piśmie medycznym „Lancet” w 1998 roku.

A oto fragment pewnej rozmowy przeprowadzonej z pediatrą:

PediatraNa licznych konferencjach słyszałem o badaniach związku między rtęcią w szczepionkach lub szczepionką odra-świnka-różyczka a zaburzeniami neurologicznymi. W tych badaniach nie potwierdzono związku przyczynowo-skutkowego.

RodzicMówi pan, że tematem przeprowadzonych badań była jedna substancja i jedna szczepionka. A mnie chodziło czy cały kalendarz szczepień został zweryfikowany w kontekście związku z zaburzeniami neurologicznymi np. autyzmem?

PediatraNie, ale wszystkie szczepienia uważamy za bezpieczne.

Pojawia się oczywiste pytanie- skoro te szczepionki mogą być niebezpieczne to po co je podawać dzieciom??? Czy jesteśmy zmanipulowani przez koncerny farmaceutyczne?? Podobno wyprodukowanie takiej szczepionki niewiele kosztuje, natomiast jej koszt jej zakupu jest ogromny. 

 

A może cała ta burza nie ma uzasadnienia i jest wynikiem groźnych w kontekście profilaktyki zdrowotnej spekulacji?

Źródła:
b.a., Gdzie ten dowód?, [w:] http://autyzmaszczepienia.wordpress.com/gdzie-ten-dowod/;
M. Kasperska (wywiad), Szczepionki nie powodują autyzmu, [w:] http://wiadomosci.gazeta.pl/kraj/1,34309,4479167.html.



10 października 2011

Współuzależnieni

Zachęcam do zapoznania się z tekstem Alicji Dąbrowskiej. Świadomość istnienia zjawiska współuzależnienia może Ci kiedyś pomóc, albo umożliwić pomoc innym.
Alkohol wciąga w pewnego rodzaj wir. Obsesja na jego punkcie sprowadza się do myślenia o piciu, planowania dnia pod kątem picia, obmyślanie sposobów uzyskiwania pieniędzy na alkohol. Człowiek staje się zniewolony. A co dzieje się z bliskimi? Najczęściej  próbują zatrzymać osobę uzależnioną. Nie mogą znieść obrazu bliskiej osoby pogrążającej się. Próbują go powstrzymać poprzez tłumaczenie, przekonywanie, płacz, manipulacje czy też prośby. Imają się sposobów, które działały we wcześniejszych trudnych chwilach. Ta jednak nie przypomina poprzednich. Wszak świat alkoholika jest zupełnie inny – zmącony podwójnie. Pierwszym czynnikiem jest działanie samego alkoholu, drugim system iluzji i zaprzeczeń powstałych w wyniku picia. Egzystowanie w odrealnionej wręcz rzeczywistości uniemożliwia kontakt, także z bliskimi.

Prośby, tłumaczenia czy próby przekonywania tracą na sile. Powstrzymując alkoholika przed piciem, niekiedy ulegając jego wyjaśnieniom, bliscy zaczynają krążyć razem z nim po orbicie, której centrum stanowi alkohol. Zaczynają także koncentrować swoje życie wokół alkoholu, nie pijąc go. Myślą, czy on/ona się dzisiaj napije?, co zastanę jak wrócę do domu? Ich życiem również zaczyna powodować alkohol. Współmałżonkowie, rodzice, dorastające dzieci i inni najbliżsi alkoholikowi stają się w ten sposób osobami współuzależnionymi.

Dla zobrazowania tego problemu opowiem Ci historię Ewy. Dziewczyna o tym imieniu  zakochała się i wyszła za mąż. Ewa miała swoje plany, potrzeby i marzenia. Potrzebowała bezpieczeństwa, miłości, akceptacji, czułości, szacunku, marzyła o macierzyństwie. Była przekonana, że gdy założy rodzinę, wszystko to czego potrzebuje dostanie od męża. Gdy zaczął pić, rozpaczliwie usiłowała przystosować się do nowej sytuacji. Powoli, niezauważalnie wchodziła w pułapkę współuzależnienia. Mąż pijąc, powoli odchodził od domu, a Ewa rozpaczliwie podążała za nim, żeby dopilnować zrealizowania swoich potrzeb. Pierwszą przeszkodą, stały się przepite pieniądze. W głowie Ewy pojawiła się myśl, że musi wziąć dodatkową pracę, aby nie ucierpiał jej dom. Następnym kłopotem pojawiającym się w ich życiu było zgubienie kurtki przez męża. Ewa znowu wzięła problem na swoje barki i kupiła kurtkę. Po upływie pewnego czasu, wracając do domu zastała męża leżącego na podłodze. Z trudem udało się jej do przenieść do łóżka. W myślach Ewy pojawiają się słowa: „przecież nie mogę pozwolić, żeby mój mąż ucierpiał”. W wyniku tego zaczyna funkcjonować zamiast swego męża i dla niego. W efekcie dźwiga coraz większy ciężar. Takie zachowanie to nadodpowiedzialność.

Po pewnym czasie zmęczona kobieta zaczyna szukać winnego całej sytuacji i wskazuje na alkohol. Próbuje wyeliminować problem, który niszczy jej życie. Szuka sposobów pozbawienia męża alkoholu (walczy z nim o alkohol). Takie zachowanie określa się mianem nadkontroli.

Nadodpowiedzialność i nadkontrola pochłaniają z czasem coraz więcej jej energii, powodując zaniedbanie innych obszarów życia. Coraz rzadziej myśli o dobru dzieci, zdrowiu czy pracy. Jej uwaga skoncentrowana jest wokół alkoholu i alkoholika. Coraz częściej pojawiają się uczucia lęku, wstydu, złości, bezsilności. Trudną sytuację podtrzymują momenty, gdy ma złudzenie, że jej działania przynoszą pożądane skutki. Na przykład, gdy wskutek jej zabiegów, mąż nie napije się alkoholu. To powoduje trwanie w sytuacji destrukcji. Ewa trwa w przekonaniu, że jej działanie jest słuszne. W efekcie utrwala ono, a nawet pogarsza istniejącą sytuację. Nadodpowiedzialność i nadkontrola to współuzależnieniowe sposoby przystosowania się do destrukcji, którą alkoholik wprowadza w związek.

Na podstawie tej historii możemy sobie wyobrazić jak głęboko można zatracić się we współuzależnieniu. Ewa początkowo chciała tylko pomóc swojemu mężowi, myśląc, że tym samym pomaga również sobie. Jednak jak przedstawia przykład skutek jej działań był odwrotny.

Takich osób jest bardzo wiele w naszym społeczeństwie. Z pewnością znasz podobne historie. Dzieci z tych rodzin słyszą od rodziców: ”pamiętaj to co dzieje się w domu nie może wyjść poza jego mury.” Jest to model rodziny zamkniętej i zakłamanej, której członkowie są przekonani, że to rodzina jest najważniejsza. Osoby współuzależnione zmieniają sposób widzenia siebie i odczuwania. Zamrażają swe uczucia, aby nie konfrontować się z trudną sytuacją. Głównym źródłem ich uczuć staje się alkoholik i jego zachowanie (jeśli napije się – smutek, nie napije – radość). Osoby te często budują mur odgradzając się od innych osób, odrzucają oferowaną pomoc.

Jak w takim razie można poradzić sobie problemem współuzależnienia? Pierwszą rzeczą, a zarazem najważniejszą jest uświadomienie sobie problemu. Osoby żyjące z alkoholikiem powinny poznać wszystkie fakty dotyczące alkoholizmu i spróbować się z nimi skonfrontować. Służą temu spotkania AA i Al-Anon. Osoba współuzależniona musi zrozumieć, że problemem nie jest sam alkohol, ale człowiek, który go spożywa. Należy sobie uświadomić, że nikt nie może zrobić za alkoholika tego, co on powinien zrobić sam. Nie można przyjmować lekarstw za chorego i oczekiwać, że pacjent wyzdrowieje. Decyzja i działanie muszą być powzięte przez samego alkoholika, z jego własnej woli, jeżeli leczenie ma mieć trwały skutek. Właśnie dlatego droga wyjścia ze współuzależnienia jest tak trudna. Efektów zmiany zachowania nie będzie widać od razu, a droga może okazać się żmudna, długa i ciężka. Pamiętajmy jednak, że najgorsze co można zrobić to nie robić nic.

Jeśli potrzebujesz pomocy zgłoś się do jednaj z wielu placówek. Tu znajdziesz spis stosownych instytucji:

Spis instytucji w ramach poszczególnych województw.

 

Doskonałym uzupełnieniem powyższego tekstu niech będzie wystąpienie dra B. Woronowicza:



19 września 2011

Pogoń za umięśnionym ideałem

Jason Lucchesi, Shawn D’Aurelio, Tim Mowry i Jason Croce to nieprzeciętni amerykańscy nastolatkowie, którzy stali się bohaterami brytyjskiej produkcji BBC – Testosterone Boys (pol. Chłopcy na testosteronie). Film opowiada o życiu  młodych amerykańskich kulturystów i ich rodzin. Wszyscy czterej mają dopiero po 18 i 19 lat, a już marzą o karierze. Owładnęła nimi pogoń za wyidealizowanym ciałem i jak sami zobaczycie, gotowi są do wielu wyrzeczeń by osiągnąć swój cel – niejednokrotnie nawet kosztem własnego zdrowia.

Bohaterowie dokumentu już kilka lat temu porzucili życie zwykłych amerykańskich nastolatków, by poświęcić się kulturystyce. Łączy ich zamiłowanie do ćwiczeń. Uwielbiają to, bo wiedzą, że robią coś dla siebie. Tak przynajmniej określa to jeden z nich. Jednak ciężkie wielogodzinne treningi na siłowni w połączeniu z rygorystyczną niskotłuszczową dietą niekorzystnie wpływają na funkcjonowanie chłopców.

Część z nich przyznała, że stosuje także suplementy diety. Preparaty takie mają na celu spowodować szybszy przyrost tkanki mięśniowej kosztem tkanki tłuszczowej. W przypadku Jasona Croce poziom tej ostatniej wynosi jedynie 4,2%. Jak zauważa jego dietetyk – „kulturyści świetnie prezentują się na scenie, ale zdrowe ciało powinno być inne”. Warto dodać, że u zdrowego mężczyzny ten wskaźnik wynosi około 12%, a u kulturystów 7-8%.

Podczas oglądania filmu warto również zwrócić uwagę na kondycję psychiczną młodych adeptów kulturystyki. Wspominają o tym, że obciążenie psychiczne jest ogromne. Narzekają na wahania nastrojów. Wciąż wydaje im się, że są zbyt słabo zbudowani. „Kulturysta myśli, że jest drobny, choć wygląda jak potwór” – komentuje Tim Mowry. Zachowanie takie może nosić znamiona bigoreksji, zaburzenia psychicznego, w którym osoba obsesyjnie dąży do posiadania umięśnionego ciała.[1] Osoby takie zazwyczaj uważają, że są niedostatecznie umięśnione. Na temat bigoreksji możecie również znaleźć informacje na naszym portalu w artykule o dysmorfofobii (Zob. Śmiercionośna dysmorfofobia). Znajdziecie o niej także film w tekście pt.: Zagubieni w drodze do piękna).

Zachęcam do obejrzenia filmu:

 

Co najbardziej zszokowało mnie w filmie? Przede wszystkim to, że ci młodzieńcy są w stanie zrobić wszystko, by podczas zawodów krajowych wypaść lepiej niż konkurencja. Celowo pozbywają się nadmiaru wody z organizmu, by skóra lepiej opinała mięśnie! Są bezkompromisowi w tym, co robią. Mają jasno sprecyzowany cel – być najlepszym. Osiągają to wszystkimi możliwymi sposobami, jak już wspomniałem wcześniej kosztem własnego zdrowia. Z jednej strony szanuję ich za pasję, wytrwałość, dążenie do wyznaczonych celów. Z drugiej jednak uważam, że nie warto ryzykować zdrowia dla paru chwil sławy.

Na koniec warto dodać, że film nie podejmuje dyskusji na temat sterydów, choć temat ich zażywania pojawia się w dokumencie. Wydawać się może, że ci młodzieńcy są zapaleńcami zażywania sterydów. Jednak część z nich zdaje sobie sprawę ze skutków ubocznych, jakie wywołują, a tym samym są ich zadeklarowanymi przeciwnikami. Nie zmienia to jednak faktu, że ich rodzice mają uzasadnioną obawę, o to, czy ich dzieci w przyszłości po nie nie sięgną.

Ciekawym uzupełnieniem do poprzedniego filmu, jest polska produkcja pt. Koksiarze, wyreżyserowana w 2002 roku. Film ten pomógł mi zrozumieć dlaczego Jason, Shawn, Tim i Jason Croce porzucili życie normalnych amerykańskich nastolatków, poświęcając wszystko kulturystyce. Wstęp filmu zawiera wypowiedź Pawła Filleborna, prezesa Polskiego Związku Kulturystyki, Fitness i Trójboju Siłowego, który tak charakteryzuje obecną sytuację – „dzisiaj jest moda, dzisiaj jest kult ciała. To media kreują tendencję i zachowania młodych ludzi”.

Na koniec dodaje, że dobrze zbudowane ciało postrzega się, jako warunek odniesienia sukcesu. Na dokument składają się wypowiedzi kilku młodych mężczyzn, którzy zażywali, bądź zastanawiają się nad zażywaniem sterydów anabolicznych. Film ukazuje również zgubne skutki ich przyjmowania.


[1] http://www.stopmanipulacji.info/wizerunek/dysmorfofobia/ (dostęp 14.09.2011)



16 września 2011

M. Gajewski, Brutalne gry komputerowe

Kolejna publikacja dotyczy brutalnych gier komputerowych. Czym się charakteryzują? Kto ma do nich dostęp? Jaki wpływ mają na użytkowników?

M. Gajewski, Brutalne gry komputerowe, [w:] Psychologiczne konteksty internetu, (red.) B. Szmigielska, Kraków 2009, s. 263-283.


Na te i inne pytania uzyskasz odpowiedź sięgając po publikację M. Gajewskiego.

 



15 września 2011

Ciąża bez alkoholu



14 września 2011

Mity dotyczące alkoholu

Tytuł niniejszego tekstu może wydać się mało atrakcyjny. My Polacy wszak chwalimy się wszem i wobec swoją wiedzą na temat alkoholu, a także niezwykłymi umiejętnościami dotyczącymi jego spożycia. Czy jednak faktycznie to obszar dobrze nam znany? Poniżej uszeregowano dziesięć popularnych stwierdzeń. Na pewno o nich słyszałeś. Ile w nich prawdy?

1. Mężczyzna szybciej trzeźwieje niż kobieta
Organizm kobiety różni się fizycznie od męskiego. To z kolei wpływa na różnice w metabolizowaniu alkoholu. Kobiety mają więcej tłuszczu, mniej wody oraz mniej enzymu istotnego w procesie rozkładu alkoholu niż mężczyźni. Są również najczęściej mniejsze;

2. Alkohol jest groźniejszy dla kobiet niż dla mężczyzn
Z powyżej sformułowanych faktów wynika, że taka sama ilość alkoholu będzie bardziej u nich skoncentrowana, co oznacza, że pijąc tyle samo narządy wewnętrzne kobiety są narażone na większe ilości alkoholu;

3. Alkohol jest dobrym środkiem „rozgrzewającym” ciało
Efekt rozgrzania jest tylko chwilowy. Wypicie alkoholu powoduje bowiem, na krótki czas, poczucie ciepła spowodowane napłynięciem do rozszerzonych naczyń skórnych ciepłej krwi „ze środka” organizmu. Rozszerzone naczynia krwionośne przyśpieszą wymianę ciepła z otoczeniem i tym samym jego utratę. Ochłodzona krew wraca z powrotem „do środka”, do narządów wewnętrznych, zaburzając ich funkcjonowanie. Stąd częste przeziębienia (niejednokrotnie zapalenia oskrzeli czy płuc) u osób, które po wypiciu alkoholu starały się gwałtownie ochłodzić na chłodnym powietrzu;

4. Lampka koniaku jest dobra „na serce”
Najnowsze badania wykazały, że u osób z dolegliwościami „sercowymi” subiektywna poprawa samopoczucia następująca po spożyciu „lampki koniaku” jest wynikiem uspokajającego i znieczulającego działania alkoholu, a nie poprawy w ukrwieniu mięśnia sercowego. Naczynia wieńcowe, które odżywiają (dotleniają) mięsień sercowy nie ulegają bowiem rozszerzeniu, a tym samym dopływ krwi do mięśnia nie zwiększa się. Niedotlenienie utrzymuje się. Jednocześnie alkohol powoduje niebezpieczne „skoki” ciśnienia tętniczego krwi, a przy dłuższym jego używaniu uszkodzenie ścianek naczyń krwionośnych i wystąpienie zmian zwyrodnieniowych w mięśniu sercowym, co jest efektem bezpośredniego działania na mięsień – alkoholu i produktów jego przemiany;

5. Niewielka ilość alkoholu nie zaburza czasu reakcji
Wykonywane, na niezmiernie czułej aparaturze, badania psychometryczne wykazują, że nawet po niewielkich dawkach alkoholu reakcje kierowców mogą wydłużać się nawet dwukrotnie tzn. o 0,3-0,5 sek. (czas prawidłowej reakcji u trzeźwego i pełnosprawnego kierowcy mieści się na ogół w granicach 0,5 sek.);

6. Alkohol relaksuje i jest dobrym środkiem na zdenerwowanie

Chwilowe odprężenie, jakiego doznają niektóre osoby po spożyciu alkoholu, odrywa je na bardzo krótko od problemów życiowych. Problemy pozostają jednak nadal nierozwiązane, nawarstwiają się i często jeszcze bardziej komplikują. Po wytrzeźwieniu powraca się do nich z jeszcze większym napięciem i niepokojem. Dalsze sięganie po alkohol z myślą o zrelaksowaniu się grozi uruchomieniem mechanizmu „błędnego koła”, który prowadzi do uzależnienia. Tak naprawdę to negatywny wpływ alkoholu na ośrodkowy układ nerwowy pociąga za sobą jeszcze większą „nerwowość”.

7. Alkohol jest środkiem poprawiającym trawienie
Prawda jest taka, że alkohol drażni i uszkadza śluzówki, zaburza pracę jelit, utrudnia wchłanianie pokarmów, a także upośledza funkcje takich narządów jak wątroba czy trzustka, które są niezbędne do prawidłowego przebiegu procesu trawienia. Osłabienie procesów trawienia i zaburzenia wchłaniania pociągają za sobą niedożywienie. Efektem niedożywienia mogą być stany niedocukrzenia, które są szczególnie niekorzystne dla mózgu i mogą spowodować jego uszkodzenie.

8. Alkohol leczy nerki
Wprawdzie picie piwa bywa niekiedy zalecane osobom cierpiącym na kamicę nerkową („piasek w nerkach”) ze względu na jego działanie moczopędnie, jednak słysząc taką propozycję, nawet od lekarza, należy zawsze pamiętać o negatywnym wpływie alkoholu (bo piwo to przecież także alkohol) na inne układy i narządy.

9. Alkohol chroni przed infekcjami
Zmniejsza liczbę białych krwinek – osłabia odporność.

10. Niewielka ilość alkoholu w czasie ciąży nie szkodzi dziecku
Fas – zespół alkoholowy płodu, Większość dzieci z FAS charakteryzuje się deformacjami twarzy, problemami ze wzrostem oraz trwałym uszkodzeniem mózgu. Skutki używania alkoholu przez kobiety ciężarne mogą być różne, dlatego nie wszystkie dzieci obarczone zespołem będą do siebie podobne. Niektóre z nich będą w większym stopniu obarczone niż pozostałe. Inne będą wykazywać mniej fizycznych aniżeli związanych z zachowaniem się opóźnień, charakteryzując się przy tym lekkim upośledzeniem umysłowym. Wiele spośród nich będzie miało trudności w nauce i w kontaktach społecznych.

Jak widać wiele ze znanych i utartych twierdzeń na temat spożywania alkoholu nie ma nic wspólnego z prawdą. Jest jeszcze jedno sformułowanie godne uwagi: Ja nigdy nie uzależnię się od alkoholu.
Jest ono prawdziwe w odniesieniu do większości z nas. Wszak liczba osób uzależnionych od alkoholu wynosi około 2% (ok. 800 tys. osób). Warto jednak wspomnieć o osobach na co dzień stykających się z osobą uzależnioną. Jest ich około 8%, czyli około 3mln ludzi.
To co zdecydowanie bardziej Ci zagraża niż uzależnieni, to tzw. picie szkodliwe. Takich osób jest w Polsce około 5-7%.
Pozostaje mi życzyć rozwagi i powodzenia!!!



12 września 2011

Anoreksja w modelingu – film

Jakiś czas temu publikowaliśmy tekst Anoreksja w modelingu autorstwa Pauli Plichty i Ewy Sochaj. Tym razem zamieszczamy film idealnie dopełniający temat.  Warto go zobaczyć. Chwilami zaskakuje nawet osoby obeznane z tematem.

 



19 sierpnia 2011

W służbie propagandy kultu wirtualnego piękna

Wraz z ukazaniem się niniejszego tekstu autorstwa Natalii Stań kończymy cykl związany z realizacją kampanii „doskonale Niedoskonali”. Jeszcze raz dziękuję wszystkim którzy wzięli w niej udział i życzę wiele sukcesów na drodze do nieulegania kultowi wirtualnego piękna :)


Mamy XXI wiek. Ludzie coraz rzadziej zastanawiają się nad takimi przymiotami jak charakter czy osobowość drugiej osoby. Najważniejszy stał się wygląd. Już od najmłodszych lat rówieśnicy porównują się, oceniając rysy twarzy, kształt sylwetki czy dobór elementów stroju. Media lansują przy tym pewne wzory, schematy „doskonałosci”.

Szczególnie młodzi ludzie wydatkują masę energii by móc się w nie wspisać. To wszystko w obawie przed brakiem akceptacji rówieśników, znajomych, a niekiedy także rodziny. Przywdziewają markowe ubrania, kupują najlepszy sprzęt, który aktualnie znajduje sie na rynku, czasami również modyfikują swe ciało.

Aktualnie w niemal każdej stacji kult wirtualnego piękna jest widoczny. Odbiorcy czerpią z tych przekazów inspiracje. Niekiedy zapominają o tym, że to rozwój osobowości powinien być priorytetem. To w końcu ona ma zaowocować w ich dalszym życiu.

TLC to dawna stacja Dicsovery TRAWEL&LIVING. Ma ona w swej propozycji niezwykle niezwykle kontrowersyjne programy. Poniżej opisałam kilka z nich.

Pierwszą z nich jest program zatytułowany: „Jak się nie ubierać”. W programie tym dyktowany jest sposób w jaki powinniśmy się ubierać. Warto dodać, iż uczesnicy są nominowani do „stylowej metamorfozy” przez rodzinę i przyjaciół. Program prowadzi dwoje młodych, wysokich, szczupłych i bardzo zadbanych ludzi( Stacy London i Clinton Kelly), którzy na co dzień pracują jako styliści. To do nich nalezy „ratowanie świata” przed niegustownie ubranymi ludźmi. Uczestnikom programu zabiera się wszystkie dotychczas noszone ubrania. W zamian za to otrzymują kartę płatniczą, na której jest 5000$. Mają za zadanie zakupić za tą sumę nowe ubrania według wcześniej wskazanych zasad. Bardzo często uczesnicy mówią o tym, że program zmienił ich życie. Brzmi interesująco i zachęcająco. Pokazuje przy tym jaką ulgę przynosi ludziom ostateczne wpisanie się w aktualne trendy.

„Głębokie cięcie” to dość „mocny” program o tym jak często ludzie uważaja, ze chociażby jedna zmarszczka niszczy ich wygląg. Za pomocą botoksu pozbywaja sie „skaz” ze swych twarzy. Najczęściej jest to swego rodzaju fobia. Są również przypadki, że ludzie uzależniają sie od operacji plastycznych, a o tym możemy się dowiedzieć więcej oglądająć program pt. „Wstydliwa prawda-jestem uzależniony od peracji plastycznych”. Na zabiegi plastyczne wydaje się niekiedy cały dorobek swojego życia. Modne jest odsysanie tłuszczu, pomniejszanie żoładka, uwydatnianie kości policzkowych, powiększanie biustu, rzeźbienie nosa, a nawet przeszczepy włosów. Ludzie nie mają możliwości godnego starzenia sie. Wystarczy spojrzeć na Madonnę. Jest to piosenkarka muzyki POP, która w tym roku skończy 53 lata, a wygląda jak 35-letnia kobieta. Sama mówi, ze nie chce aby nazywano ją „babcią” i zrobi wszystko aby temu zapobiec. Warto zapytać: po co? Każdy z nas przechodzi proces starzenia się. Nie ważne jak wyglądamy, ale na ile się czujemy. Co do operacji plastycznych należy jeszcze podkreślić, iż nie każda operacja konczy się pomyślnie… Często dochodzi do zakarzeń, rany nie chcą się goić lub efekt koncowy jest zupełnie inny niż planowano. Gdzie znajduje się granica częstotliwości poddawania się operacjom plastycznym? Czy rzeczywiście warto się im poddawać?! Ryzyko jest wielkie, a skutki najróżniejsze, dlatego lepiej jest się nad każdym zabiegiem zastanowic dwa razy.


Czy marzyliście, jako dziec, aby startować w konkursach piękności? (Pytanie tyczy się obu płci!) Przygotowania do takich konkurswó, jak również ich przebieg, możecie zobaczyć w programie „Mała piękność”. Dzieci od swych najmłodszych lat (nawet 6 miesięcy!) wystawiane są w konkursach pięknosci. Rodzice na stroje do konkursu wydaja czasami nawet po 3000$. Dziewczynki w, wieku od 5 lat, maja nakładane wkładki na zęby aby ich uśmiech był idealny, są opalane sprejem, mają fryzury niczym ksieżniczki, a za sprawą makijażu tracą naturalny wygląd. Chłopcy na szczęście nie są poddawani az tak drastycznym charakteryzacjom. Dzieci są w różnym wieku i z różnych środowisk. Można zobaczyć jak z zaangażowaniem, równym dorosłym, walczą o tytuł królowych i królów piękności. Jest to z pewnoscią świat, który kieruje się bardzo twardymi zasadami, choć do czynienia mamy wyłącznie z dziećmi. Czasami w konkursy wkładane sa jedyne pieniądze jakie rodzice posiadają na utrzymanie rodziny. Jest to niszczenie dzieciństwa oraz tworzenie „zepsutego dziecka”. Dziewczynka jeśli od najmłodszych lat traktowana jest jak ksieżniczka, dostaje najlepsze stroje, zawsze ładnie wygląda, to w życiu późniejszym nie bedzie chciała zmian. U chłopców wystąpi ten sam problem. Dzieci, to dzieci. Nie można im odbierać dzieciństwa! Dziecko ma prawo do swobody, zabawy, kaprysów… Rodzic ma obowiazek wychować, a nie „katować” swoje potomstwo lub realizować swoje niespełnione ambicje.

To tylko nieliczne, poruszajace programy stacji TLC. Propagowanie nieskazitelnego wyglądu można również zaobserwować w takich programach jak: „Rachel Zoe-królowa stylu”, „Operacje plastyczne”, „10 lat mniej!” czy „Szminka w wielkim mieście”. Czy dążenie do ideału będzie już zawsze nam towarzyszyło? Jak często robimy coś wbrew sobie, aby zaakceptowało nas otoczenie? Czy jesteśmy w stanie odrzucic narzucany nam styl? Nie pozwólmy zniszyć naturalne piękno!!

 



17 sierpnia 2011

Efekt „Vogue Factor”

„Oglądanie zdjęć atrakcyjnych osób w czasopismach sprzyja krytyczniejszemu odnoszeniu się do wyglądu własnego partnera. To tzw. efekt Vogue Factor.
Niejedna czytelniczka kolorowych pism kobiecych jest sfrustrowana, oglądając w nich zdjęcia pięknych, młodych modelek o idealnych kształtach. „Zwykłe” kobiety chcą wyglądać tak samo, zwłaszcza gdy domagają się tego od nich partnerzy. To tzw. efekt Vogue Factor, opisany przez dr. Guido Caldarelliego z University of Rome i dr Andreę Capocci z University of Fribourg. Ich zdaniem, im więcej zdjęć atrakcyjnych modelek ogląda mężczyzna, tym krytyczniej ocenia wygląd swojej partnerki. Zapomina, że za każdą sesją zdjęciową stoi sztab specjalistów od cyfrowej obróbki i retuszu – każdemu można odjąć kilogramów, uczynić wyższym czy powiększyć biust, a zmarszczki usuwa się jednym kliknięciem myszki.

Psychologowie wskazują, że kobiety chciałyby widzieć w gazetach więcej zdjęć modelek o „normalnych” – czyli nieidealnych – kształtach. Naprzeciw tej potrzebie wyszły niedawno dwa popularne zachodnie magazyny kobiece i zamieściły zdjęcia „prawdziwych” kobiet: z krągłościami i o różnych sylwetkach”.

Źródło: A. Ostrowska, Ideał sięgnął wagi, [w:] http://www.charaktery.eu/charaktery/2001/08/3957/Ideal-siegnal-wagi/, 2011-08-16.



6 sierpnia 2011

Business dietetyczny

Tym razem krótka refleksja nad mechanizmami, którymi posiłkuje się business dietetyczny. Zapraszam do lektury.


Według amerykańskiego dietetyka Johna Hopkinsa mamy dostęp do 29 tysięcy diet teorii odchudzania. Jak dobrze wiemy co roku powstają nowe. Obecnie w modzie jest dieta Ducana. Czym zasłużyła sobie na takie powodzenie? Otóż diecie nic nie zapewni lepszej reklamy niż znana twarz. Tak i o Ducanie zrobiło się głośno w Polsce, gdy Borys Szyc ogłosił, iż przechodzi na dietę proteinową. Także powstające blogi i fora pomogły w rozpowszechnianiu Dukańskiego sposobu na szczuplejszą sylwetkę. Sam autor diety nie liczył na takie powodzenie swego dzieła, które opisał w książce pt „Nie potrafię schudnąć”. Dieta ta polega głównie na jedzeniu produktów bogatych w białko takich jak: chude mięso, nabiał, ryby, owoce morza i jajka.

Jak się okazuje za sukcesem danej oferty nie stoi jedynie promocja samej idei jej stosowania.  Istnieją firmy, które tworzą gotowe do spożycia produkty oczywiście polecane w diecie. Takim przykładem może być mrożona „zupa prezydencka” wypuszczona przez firmę „Hortex”, która inspirowała się dietą kapuścianą stosowaną tuż przed kampanią prezydencką przez Aleksandra Kwaśniewskiego. Innym przykładem są stosowane przez Oprah Winfrey (jedną z najbardziej wpływowych kobiet świata) płynne preparaty proteinowe. Dzięki niej ich sprzedaż w Stanach Zjednoczonych wzrosła dwukrotnie. Podobnie było w przypadku Angeliny Jolie, która stosowała dietę polegającą na przyjmowaniu jedynie płynów. Taka dieta zainspirowała wiele gabinetów dietetycznych.

Gdy mowa o gabinetach warto wspomnieć, iż jedynie w samej Warszawie istnieje ponad 100. Zarabiają one głównie na zdesperowanych klientach, którzy nie chcą czekać około dwóch miesięcy na wizytę w ramach NFZ. Jedna wizyta kosztuje około 100 do 200 złotych.

Bussines dietetyczny korzysta także z aktualnie zarysowujących się trendów i tendencji. Np. przemysł spożywczy chcąc skorzystać z fali niechęci klientów do cukru, wypuszcza produkty w wersji light lub nawet, jak zrobiła to coca- cola, zero cukru. Podobnie jest z tłuszczem. Nikogo nie dziwi już widok dietetycznych parówek, lodów czy czekolady.

Kolejnym modnym zestawieniem słów jest „Eko żywność”. Pierwsze z nich działa na konsumentów jak magnez. Chcąc odżywiać się zdrowo i nie żałują pieniędzy na zdrowe jedzenie.

Rynek jest ogromny, w związku z tym gra idzie o wysoką stawkę. W jednym z popularnych portali czytamy: „Wprawdzie brakuje dokładnych danych, ile Polacy wydają na odchudzanie, jednak sam rynek suplementów diety według wyliczeń firmy PMR będzie w tym roku wart blisko 2 mld zł. To o jedną czwartą więcej niż jeszcze cztery lata temu. Jak przewidują eksperci, będzie on rósł w tempie co najmniej 8 – 10 proc. rocznie.[1]

Media donoszą, że już co drugi Polak ma nadwagę, a co piąty jest otyły. Obietnica schudnięcia staje się dla coraz większej liczby osób niezwykle kusząca. No cóż ktoś chudnie, żeby zarobić mógł ktoś.


[1] http://blackdress.com.pl/dieta-dzwignia-biznesu/

 



15 lipca 2011

Jak pracować nad poprawą samooceny

 

Podstawą do pracy nad budowaniem poprawnej samooceny jest akceptacja samego siebie, wraz ze swoimi wadami i niedoskonałościami fizycznymi. Wszyscy różnimy się między sobą wyglądem,osobowością, cechami charakteru czy temperamentem. Każdy z nas jest jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny. Musimy przyjąć, że wszystko co czyni nas innych, czyni nas kimś wyjątkowym.

Osoby cechujące się niską samooceną, mają tendencje do wypierania odczucia dyskomfortu czy problemów. Problemy zamiast zniknąć odkładają się”, następnie wracają z coraz większą siłą. Pojawia się stan, który określany jest jako wyczerpanie energetyczne. Prowadzi ono do trudności w podejmowaniu decyzji , stanów permanentnego zmęczenia bez wyraźnych przyczyn, poczucia separacji. Musimy dać sobie prawo do przeżywania emocji i wyrażania uczuć. Część z nich, uważamy za niemądre, agresywne, nieadekwatne, nieprzyzwoite. Wszystkie uczucia dzielimy na dobre i złe. Mamy jakoby dwie strony, tę którą akceptujemy i tę „gorszą”, którą staramy się za wszelką cenę ukryć przed światem. W procesie jakiem jest życie, ta niechciana część nas zaczyna dawać o sobie znać pod postacią takich emocji jak: złość, agresja, smutek, apatia, nuda. Boimy się tego co mamy w środku. Lecz jeśli tylko postaramy się dostrzec siebie jako człowieka zarówno z wadami jak i zaletami, uświadomimy sobie wszystkie nasze uczucia i damy sobie prawo do ich głębokiego przeżywania, przestaniemy obawiać się ze ktoś odkryje w nas coś czego tak bardzo się wstydzimy.

Na negatywny obraz własnego „ja” duży wpływ mają niekorzystne porównania. Ludzie o niskim poczuciu własnej wartości mają skłonność do minimalizacji swoich zalet, a podkreślania zalet innych. Poprzez porównywanie się, czują się gorsi i są bardziej podatni do wpadania w rożnego rodzaju kompleksy, w szczególności związane z wyglądem zewnętrznym. Powinniśmy pożegnać się z wygórowanymi ideałami, w którymi się identyfikujemy. Nikt z nas nie jest idealny i od nikogo z nas nie jest to wymagane.


Gdy staramy się porównać się z innymi, często budzi się w nas, nasz wewnętrzny krytyk. Sprawia, że czujemy się nie pewnie, niewiele warci. Nasza wewnętrzna skłonność do autokrytycyzmu sprawia, iż czujemy że nasze życie to pasmo porażek, że nie odnosimy sukcesów. Jak możemy czuć się człowiekiem sukcesu, skoro ktoś cały czas przypomina nam o niedociągnięciach czy błędach. Nasz wewnętrzny krytyk boi się cudzej zazdrości lub krytyki. Powoduje on, iż tracimy wiarę w siebie i zaufanie. Powinniśmy zadać sobie pytanie, jak możemy wymagać od innych akceptacji skoro sami siebie stale krytykujemy? Musimy traktować siebie, jakbyśmy traktowali najlepszego przyjaciela. Dobrą metodą jest przeprowadzenie ze sobą wewnętrznego dialogu, w którym podejdziemy ze zrozumieniem do emocji, które nas ogarnęły Bądźmy dla siebie wyrozumiali, współczujący i troskliwi, najlepszymi przyjaciółmi. Prawdziwy przyjaciel nie ocenia, nie szufladkuje, nawet wtedy, kiedy widzi, że popełniamy błędy.

Błędem jaki często popełniamy, jest rozpamiętywanie negatywnych sytuacji z przeszłości. Myśląc: „ Jak mogę czuć się ze sobą dobrze, kiedy popełniam błędy” lub „Jak mogę dobrze mogę wspominać dzień, w którym zostałem skrytykowany”, szukamy powodów do braku wiary w siebie. Przeszłość powinno traktować się jako materiał do formowania, służący nam do nauki na własnych błędach i wyciągania wniosków.

Nie powinno się również ulegać zjawisku personalizacji, czyli postrzeganiu siebie jako bardziej niezaangażowany w negatywne wydarzenia, niż jest się w rzeczywistości. Poprzez branie na siebie winy za wydania losowe takie jak np. wypadek czy rozwód, nasze „ja” poddaje się testowi jego wartości. By wyeliminować bezpodstawne obarczanie się winą, powinniśmy uwiadomić sobie, że czasami ostateczna decyzja zelży od innych ludzi. Ważne jest również by dostrzec, że niektóre wydarzenia są zupełnie niezależne od nas.


Wielu z nas uważa, że sytuacja życiowa, w której znajduje się obecnie, została zdeterminowana tym, co zdarzyło się w przeszłości. Mamy skłonność do twierdzenia iż w naszym życiu niewiele da się zdziałać bo np. ”miałem ciężkie dzieciństwo” lub ”wybrałem zły zawód”. To prawda, że na decyzje z przeszłości niosą za sobą pewnie, niekiedy przykre konsekwencje. Często potrafi to wywołać w nas poczucie winy, prowadzące do braku wiary w siebie, swoje możliwości i niechęć do działania. Na pewno gdybyśmy znali przykre rezultaty swoich działań, zachowalibyśmy się inaczej. Postąpiliśmy zgodzenie ze swoją wiedzą, stanem umysłu, rozeznaniem stacji. Nie warto jest więc zadręczać, się myślami, co by było gdybyśmy podjęli inne decyzje.

Oczywiste jest, że rodzina i przyjaciele mają ogromny wpływ na nasz sposób myślenia o sobie samym. To ci ludzie uczyli nas jak postępować, w co wieżyc, co jest dla nas dobre, a co złe. Pamiętajmy, że to kim jesteśmy uformowane jest z zakazów, nakazów, sugestii i ocen innych. Wymagania jakie stawia nam społeczeństwo, są niejednokrotnie dla nas bardzo obciążające, wręcz niemożliwe do wykonania. Jak można korzystać z pełni życia, skoro powinniśmy czytać książki, chodzić do teatru, spotykać się ze znajomymi, sprzątać, gotować… Nie spełniając wymagań czujemy się gorsi. Powinności w stosunku do otoczenia, są jedynie naszymi nakazami wewnętrznymi, które sami sobie narzucamy. Tak rzadko postrzegamy swoje życie jako proces pełen wolności wyboru, że czujemy się skuci kajdanami powinności. Oddajemy im swoją energie, radość, spontaniczność, kreatywność. Bez względu na to, w jakiej sytuacji jesteś w tej chwili, możesz zawsze wybrać wolność i nikomu jej nie musisz oddawać. Nie rób niczego, tylko dla tego, że powinieneś.

By lepiej poczuć się we własnym ciele, powinno się wzmocnić miłość do samego siebie, znaleźć swoje zalety i cieszyć się mini. Doskonale obrazuje to myśl Marka Aureliusza: „Myśl o tym co masz, aniżeli, o tym czego ci brak. Spośród rzeczy, które masz, wybierz najlepsze, a następnie zastanów się, jak gorliwie starałbyś się je zdobyć, gdybyś ich nie posiadał” Wartości takie jak piękno zewnętrze, przemijają z wiekiem, piękno naszej duszy jest naszą największą wartością, a co najważniejsze pozostanie w nas na zawsze.

Bibliografia:

Hail i Sidra Stone, Wewnętrzny krytyk, Łódź, Wyd. Ravi, 2003

Słowikowski Mirosław, Powiedz STOP, Łódź, Wyd. Ravi, 2003

Schiraldi Glenn, Jak zwiększyć poczucie własnej wartości, Gliwice, Wyd. Helion, 2007

Halina Misiewicz, Poczucie własnej wartości u młodzieży, Warszawa, Instytut Wydawniczy Związków Zawodowych, 1983

Kulas Henryk, Samoocena, Warszawa, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne,1986

Grum Anselm, Rozwijać poczucie własnej wartości- przezwyciężyć bezsilność, Warszawa, Wyd. Salwador, 2007



11 lipca 2011

Anty Pro Ana

Według polskiego prawa strony Pro Ana są całkowicie legalne. W Hiszpanii, Francji i Niemczech wprowadzono ustawy mające na celu walkę z promowaniem przez media wizerunku wychudzonych osób, jako wzorców piękna. Jednak największy wpływ na to, co młodzież ogląda i czyta w sieci mają rodzice. W Polsce nie istnieją przepisy prawne, które uznawałyby strony o tematyce Pro Ana za nielegalne. Różne portale społecznościowe, platformy blogowe i inne tego typu strony, mają różne podejście do problemu Pro Ana.

„ LiveJournal”

Od września 2008 roku LJ nie dopuszcza materiałów, które „zachęcają lub instruują innych odnośnie zachowań destrukcyjnych takich jak samookaleczenie, anoreksja, nadużywanie alkoholu i narkotyków, samobójstwo”. Dostęp do takich typu treści jest blokowany, a osobom, które je zamieszczają, blokowane są konta. W komentarzu do tych zasad podkreśla się, że LJ nie potępia i nie zakazuje możliwości wypowiedzi dotyczących szukania pomocy i wsparcia użytkowników, którzy mają problem z zachowaniami autodestrukcyjnymi, natomiast nie dopuszcza treści zachęcających i instruujących innych jak wyrządzić sobie krzywdę.

Facebook

Zgodnie z raportem FOSI (Family Online Safety Institute), Facebook uznaje, że promowanie zachowań autodestrukcyjnych, wliczając w to zaburzenia odżywiania, jest niezgodne z Regulaminem (Statement of Rights and Responsibilities). Użytkownicy mają możliwość raportowania stron, które uważają za niewłaściwe, po rozpatrzeniu podejmowane są odpowiednie kroki – do usunięcia spornych treści. Ponadto w razie gdy na portalu są zamieszczane informacje o zamiarze popełnienia samobójstwa, takie informacje są zgłaszane (w USA do National Suicide Prevention Lifeline), a użytkownicy są zachęcani, aby zrobić to samo.

MySpace

MySpace jest portalem, który ma bardzo rozbudowany dział poświęcony bezpieczeństwu dzieci i młodzieży w Internecie. Treści Pro Ana na tym portalu są niedozwolone na podstawie punktu 8 paragraf 1 regulaminu, w którym czytamy: „Treści Niedozwolone obejmują między innymi Treści, które według wyłącznego uznania MySpace są w sposób oczywisty obraźliwe lub krzewią bądź w inny sposób wzbudzają rasizm, fanatyzm, nienawiść lub jakiegokolwiek rodzaju krzywdzenie fizyczne jakichkolwiek grup ludzi lub jednostek;”.

 

W Polsce:

Nasza Klasa

Pomimo tego, że regulamin NK nie wskazuje jednoznacznie, że treści pro ana są na tym portalu zabronione, to „Administrator zastrzega sobie prawo do zablokowania Konta Użytkownika, którego działania uzna za szkodliwe dla Serwisu bądź innych Użytkowników” Na tej podstawie zgłaszane profile i fora o tematyce Pro Ana są usuwane.

Interia

Platforma blogowa portalu Interia ma dość ciekawą politykę w kwestii stron pro ana. Regulamin Interii stwierdza lakonicznie „Zakazane jest korzystanie z Portalu i/lub Serwisów w sposób sprzeczny z zasadami współżycia społecznego i dobrymi obyczajami”. I choć można na Interii znaleźć blogi Pro Ana, to wiele linków do takich blogów prowadzi do strony z komunikatem „Blog został zablokowany przez Administratora.” (np. superchick.blog.interia.pl). Zaobserwowałam, że blogi pro ana, które istnieją na Interii mają dość specyficzny charakter – raczej koncentrują się na cierpieniu tworzących je osób, niż na radach i poradach dot. ekstremalnego odchudzania, nie zawierają także zdjęć z thinspiracjami.

Onet

Ponieważ Onet jest najczęściej wybieraną platformą blogową jeżeli chodzi o blogi pro ana (wyszukiwarka onetu wskazuje ich 758), więc łatwo się domyślić, że redakcja tego portalu nie ingeruje w tego typu treści. Co nie przeszkadza im regularnie na stronie głównej Onetu zamieszczać artykuły o tym, jaka Pro Ana jest straszna i niedobra.

Wirtualna Polska i Bloog.pl

Bloog.pl podpięty pod portal WP nie jest wśród motylków zbyt popularnych, jednak blogi takie istnieją (wg wyszukiwarki 142). Podobnie jak w przypadku Onetu – WP regularnie publikuje na głównej stronie artykuły dotyczące zaburzeń odżywiania i  potępiających Pro Ana.” 1

Istnieje wiele forów i blogów internetowych anty pro ana, na których można znaleźć cytaty z forów Pro Ana i komentarze osób, które nie zgadzają się z takim trybem życia, który prowadzi do nieodwracalnych uszkodzeń organizmu, chorób, a nawet do śmierci. Oto kilka z takich stron:

http://antyproana.pinger.pl/

http://no-perfection.pinger.pl/

http://orlinsky.wordpress.com/2007/06/07/anty-pro-ana/

Na stronach tych znajdują się często adresy placówek zajmujących się pomocą dla osób zmagających się z anoreksja i bulimią. Są też umieszczane artykuły z gazet lub stron internetowych na temat szkodliwości nie kontrolowanego i nie zdrowego odchudzania się. Można również znaleźć zdjęcia gwiazd, które były podejrzewane o anoreksję lub otwarcie mówiły o swojej chorobie, podjęły leczenie i wróciły do normalnego zdrowego trybu życia oraz wyglądu. Przykładem takich gwiazd są Lindsay Lohan i Nicole Richie.

1 http://antyproana.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?516412



1 lipca 2011

Anoreksja w modelingu

Dla wielu kobiet znalezienie się w świecie modelingu byłoby równoznaczne ze spełnieniem najskrytszych marzeń. Oprócz niewątpliwych zalet bycia modelką, kryje on jednak wiele zagrożeń wynikających z ogromnej presji. Dwa poprzednie teksty doskonale uzupełnia artykuł o anoreksji w modelingu. Zachęcam do lektury.


Świat modelingu. Dwie strony medalu. Świat modelingu wydaję się być idealny… piękne, młode, szczupłe dziewczyny robiące kariery w świecie mody. Nieskazitelnie wymalowane twarze, długie, cudowne nogi chodzące po wybiegach w nowych, oryginalnych i bajecznych kreacjach, rosnące liczby na ich kontach bankowych, wykwintne, wieczorne bankiety. Wszystko wydaje się być nienaganne i cudowne, lecz za kulisami ten świat zamienia się w piekło. Większość modelek styka się z problem anoreksji i bulimii.

Allegra Versace

Tu właśnie mamy przykład tego „idealnego życia”. Dziewczyna, która ma 20 lat, jest córką znanej projektantki mody Donatelli Versace, spadkobierczyni fortuny słynnego rodzinnego koncernu projektanckiego. Wydaję się, że Allegra ma wszystko to co my byśmy uważali za spełnienie marzeń. Świat w którym obraca się Allegra jest dzieli cieniutka linia, która niestety została złamała. Dziewczyna popada w anoreksję.

Przebywając przez całe życie w środowisku modelek, nic dziwnego, że ślepo brała przykład z wychudzonych, wysokich modelek wyglądających jak wieszaki. Zbyt duża presja psychiczna, jaka spadła na nią po śmierci słynnego wujka Gianni Vercase (projektanta i założyciela domu mody) doprowadziła ją do choroby. W krytycznym momencie ważyła 28,5 kilo. Rodzice dziewczyny wydali oficjalne oświadczenie: „Nasza córka od wielu lat zmaga się z poważnym schorzeniem, jakim jest anoreksja. Pozostaje pod najlepszą opieką lekarską, jaka jest możliwa. Robi postępy w walce z chorobą. Prosimy o niezakłócanie jej spokoju.”

Isabelle Caro

Francuska modelka i aktorka, cierpiała na anoreksję od 13 roku życia. Stała się twarzą kampanii reklamowej walczącej z anoreksją „ Nie – anoreksji”. Jej szokujące zdjęcia wisiały na bilbordach w wielu europejskich krajach. Caro zmarła 17 listopada 2010 roku, miała 28 lat.

Nie znane są oficjalne przyczyny śmierci, w mediach pisze się, że zmarła z powodu zapalenia płuc jednak jej przyjaciółka Daniele Dubreuil-Prevot twierdzi, że osłabiony w związku z długoletnią chorobą organizm nie poradził sobie ze zwykłą infekcją.

Ana Carolina Reston

Ana wygrywając konkurs w jej rodzinym mieście zaczęła swoją karierę modelki. Miała wtedy 13 lat. Pojawiła się w wielu kampaniach reklamowych, odwiedziła Chiny, Meksyk, Turcję, Japonię, reprezentowały ją agencję takie jak: Ford czy Elite.

W styczniu 2004 roku na castingu w Chinach powiedziano, że ma zbyt obwite kształty i powinna schudnąć. Krytyka zapędziła ją w anoreksję… Ana jadła tylko pomidory i jabłka. W 2005 roku trafiła do szpitala, gdyż choroba doprowadziła ją do niewydolności nerek. Przed śmiercią ważyła 40 kg przy wzroście 173 cm. Miała 21 lat…

Luisel Ramos

Luisel Ramos miała 22 lata, pochodziła z Urugwaju. Pragnęła pojechać do Nowego Jorku i pozować największym fotografom, być sławną modelką. Nie wiedziała, że jej dziecięce marzenia doprowadzą ją do śmierci. Agencja wróżyła jej międzynarodową karierę, musiała tylko schudnąć kilka kilogramów. Zaczęła przestrzegać drastyczną dietę – cola light, jabłko, kilka liści sałaty.

Wkrótce doszło do tego, że prawie nic nie jadła… Udało jej się osiągnąć pożądany w świecie mody rozmiar zero, schudła z 62 do 50 kilogramów. Dzięki temu dostała pracę podczas urugwajskiego tygodnia mody. Po pokazie, gdy wracała do garderoby, nagle upadła. Koleżanki-modelki były przyzwyczajone do tego rodzaju widoków, wezwały pomoc dopiero po kilkunastu minutach. Gdy ambulans dotarł na miejsce, Luisel już nie żyła. Zmarła na zawał.

Anoreksja… Bulimia… dlaczego tak często słyszymy te słowa? Pewnie dlatego, że ten problem stał się czymś na porządku dziennym. Wile kobiet cierpi na tą śmiertelną chorobę. Wydaje mi się, że głodzenie lub wymuszanie wymiotów to nie jest odpowiednia droga do szczęścia – czy drastyczne diety są naprawdę czymś miłym? Oczywiście, że nie! Osoby dotknięte tym schorzeniem są lub były (tak wile z nich umiera…) słabe psychicznie. W pewnym sensie nieświadomie narażają się na cierpienie, krzywdzą się. Siła mass mediów jest tak wielka, że nie tylko narzuca nam informacje o nowych trendach jak i je tworzy. Jednak spójrzmy na celebrytki, które pod presją sławy zniszczyły swoje życie. Przecież wystające kości i wyniszczone ciało to nie to czego pragniemy. Jest wiele instytucji pomagających takim osobom. Nie bójmy się pomóc sobie lub innym, naprawdę w ten sposób można uratować komuś życie. Rozejrzyjmy się dookoła, ile koleżanek ma problem z samoakceptacją? Hmm…Wiele. Czy Ty też? Tak..? Niepotrzebnie.



29 czerwca 2011

Manoreksja

A czy termin „manoreksja” jest Ci znany? Jak się okazuje, to męska wersja anoreksji. O szczegółach przeczytasz w tekście autorstwa Zuzanny Zabokrzeckiej.

Zaburzenia odżywiania (ED – eating disorders) zalicza się do kręgu chorób cywilizacyjnych. W skład tej grupy wchodzi wiele schorzeń związanych z różnorodnymi dysfunkcjami odżywiania o podłożu psychicznym. Wśród nich odnajdziemy:

  • anoreksję (AN – anorexia nervosa, tzw. jadłowstręt psychiczny)
  • bulimię (bulimia nervosa, tzw. żarłoczność psychiczna)
  • diabulimię (ograniczanie dawki insuliny w celu schudnięcia u osób chorych na cukrzycę typu 1)
  • ortoreksję (orthoreksja nervosa, obsesja na punkcie jakości spożywanego pokarmu)
  • alkoreksję (głodzenie się w celu ograniczenia kalorii przyjmowanych z alkoholem)
  • czekoladomanię (wilczy apetyt na słodycze, uzależnienie od słodyczy)
  • zespół jedzenia nocnego

 

Anoreksja (gr. an-pozbawianie; orexis-apetyt)1 jest najczęściej spotykanym zaburzeniem odżywiania. Pojawiła się stosunkowo niedawno. Po raz pierwszy opisali ją w XIX w. E. Lasčgue i W. Gull2. Polega na dążeniu do obniżenia masy ciała poprzez ograniczenie ilości przyjmowanego pokarmu (najczęściej od 100 do 1000 kcl na dobę). Chory ma zaburzony obraz własnej osoby. Ma wrażenie, że wciąż jest zbyt gruby, niezależnie od faktycznej wagi. Cierpi również na jadłowstręt. Anoreksja ma podłoże psychiczne – przez kontrolę nad jedzeniem anorektyk osiąga iluzję uzyskania kontroli nad własnym ciałem i bliskim otoczeniem. Dawniej uważano, że jest to reakcja nastolatka na zmiany zachodzące w jego organizmie związane z procesem dojrzewania. Obecnie przyjmuje się, że większy wpływ na psychikę ludzi mają media i kreowany przez nie wizerunek „szczupłego piękna”. Najbardziej podatni na zachorowanie są perfekcjoniści, osoby walczące z otyłością oraz zajmujące się zawodem, w którym wygląd jest niezwykle ważny (modelki, sportowcy, tancerze, piosenkarze, aktorzy). Na anoreksję zapadają również ludzie zmagający się z traumami, utratą bliskich, poddane działaniu długotrwałego stresu3. Zwiększoną szansę na zachorowanie mają też osoby, u których w rodzinie pojawiły się wcześniej przypadki zaburzeń odżywiania (jedna na pięć osób ma lub miała wśród krewnych osobę chorą)4. Anoreksja prowadzi do wyniszczenia organizmu, anemii, osłabienia serca i w efekcie do śmierci5. W wypadku zaawansowanej choroby, niezbędne jest leczenie farmakologiczne (stosuje się np. antydepresanty, inhibitory serotoniny, prozac)6 i szpitalne. Ponadto zalecana jest psychoterapia. Często wyrażany jest pogląd, że terapii psychologicznej powinna poddać się również rodzina i bliscy chorego, aby umożliwić mu dalszą walkę z anoreksją po powrocie do domu7.

Manoreksja jest formą anoreksji występującą u mężczyzn. Nazwa pochodzi z języka angielskiego – do słowa anoreksja dodano przedrostek man-mężczyzna. Anoreksja jest stereotypowo kojarzona z kobietami jednak pojawia się również wśród mężczyzn. W tym momencie jest to ok. 6%8 (w USA ok. 10%)9 zachorowań, chociaż prawdopodobnie jest to liczba znacznie zaniżona, gdyż wielu mężczyzn nie kojarzy swojej choroby z anoreksją. Powszechna jest tendencja do podświadomego negowania możliwości bycia chorym. Ponadto u mężczyzn wstyd związany z przyznaniem się do anoreksji, która mylnie uważana jest za chorobę jedynie młodych dziewcząt i homoseksualistów jest dużo silniejszy. Trudniej jest im również znaleźć pomoc, ponieważ większość grup wsparcia przeznaczonych jest dla kobiet. Zdarza się też, że z powodu błędnego stereotypu spotykają się z całkowitą odmową.

Najbardziej narażeni są modele, osoby uprawiające sport związany z wagą lekką np. dżokeje, atleci, akrobaci, tancerze, biegacze, bokserzy. Najwięcej zachorowań ujawnia się między 14 a 24 rokiem życia, a choroba trwa średnio ok. 3,5 roku10. Wielu anorektyków cierpi równocześnie na alkoholizm lub narkomanię. Mężczyźni w trakcie choroby są bardziej aktywni, rzadziej dotyka ich bulimia. Obecnie prowadzone są również badania nad związkiem anoreksji u mężczyzn z ADHD.

Arnold Andersen, profesor psychologii na Uniwersytecie Iowa, w czasie badań opisanych w książce Males with Eating Disorders („Mężczyźni z zaburzeniami odżywiania”) stwierdził, że podczas gdy kobiety, które czuły się za grube na początku choroby w większości miały wagę w okolicach normy, mężczyźni mieli zazwyczaj nadwagę11. Jest to główna różnica między anoreksją kobiecą i męską podawana w opracowaniach medycznych12.

Skutkiem manoreksji jest niedobór testosteronu, który może prowadzić do trwałej bezpłodności oraz uszkodzenia szpiku kostnego. Często pojawia się również anemia, uszkodzenia wątroby oraz zaburzenia metabolizmu. Mężczyźni zapadają na anoreksję na dłużej niż kobiety. Cierpią również na większą utratę masy ciała przez co pełne wyleczenie staje się trudniejsze13.

Przykładem historii osoby cierpiącej na manoreksję może być opowieść Colina – „Od otyłości do anoreksji.”14

Przez cały okres swojej młodości byłem gruby. W konsekwencji w szkole średniej dokuczano mi z tego powodu. Bardzo dokładnie ukrywałem jak bardzo mnie to bolało, zarówno przez rodziną, jak i przyjaciółmi. Często przyłączałem się do tych kpin i robiłem z siebie durnia, ponieważ dzięki temu szkolne osiłki rzadziej mi dokuczały. Gdy skończyłem szkołę i poszedłem na uniwerek, zdałem egzamin na prawo jazdy; to bardziej mnie rozleniwiło i dało mi lepszy dostęp do barów szybkiej obsługi itp. Zacząłem również pracować w pubie oraz skończyłem 18 lat, przez co zacząłem spędzać całe weekendy na piciu z kolegami, w każdy weekend i niedługo moja waga osiągnęła szczyt. Wiedziałem, że jestem otyły, ale miałem grupkę bliskich przyjaciół, zarówno chłopaków, jak i dziewczyny, i zawsze świetnie się bawiłem, więc mnie to nie martwiło.

We wrześniu 2001, podczas imprezy z kolegami, mojemu najlepszemu kumplowi i mnie zrobiono zdjęcie. Gdy je wywołałem, nie mogłem uwierzyć jaki jestem wielki. Ważyłem ponad 127 kg i wyglądałem okropnie. Zrobiło mi się niedobrze na mój własny widok i właśnie wtedy zdecydowałem się coś z tym zrobić.

Zacząłem jeść z rozsądkiem i niedługo straciłem 12 kg. Bardzo mnie to ucieszyło i zdecydowałem się zacząć chodzić na siłownię. Chodziłem kilka razy w tygodniu i po około 8 miesiącach zszedłem do 102 kg. Nie mogłem uwierzyć, że to było takie proste i byłem z siebie zadowolony, ale nadal czułem potrzebę zrzucenia kolejnych kilogramów. Jeśli udało mi się tyle schudnąć, tak szybko, jak trudne mogło być schudnięcie jeszcze bardziej? Zacząłem chodzić na siłownię w poniedziałek, środę, piątek i sobotę, a w inne dni jeździłem na rowerze itp. Waga spadała i czułem się świetnie, ale nadal nie byłem szczęśliwy. Za każdym razem, gdy spoglądałem w lustro, nie widziałem ile wagi zrzuciłem, nadal widziałem 127-mio kilogramowego mężczyznę, którym kiedyś byłem. Jadłem coraz mniej. W niektóre dni głodowałem, więc żułem gumę, żeby okłamać żołądek. Sprawdzałem swoją wagę co najmniej dwa razy dziennie i jeśli chociaż trochę utyłem, czułem się winny, obrzydzony sobą, jadłem nawet mniej i ćwiczyłem więcej na siłowni, żeby mieć pewność, że zrzucę tę wagę.

Do listopada 2003, gdy skończyłem 21 lat, jedyne 2 lata po rozpoczęciu, moja waga spadła do 67 kg. Rodzina i przyjaciele mówili mi, że za bardzo schudłem i wyglądałem na chorego, ale ich ignorowałem. Inny ludzie podchodzili do mnie i mówili, jak bardzo schudłem, dzięki czemu czułem się wspaniale, co popychało mnie dalej. Myślałem, że wyglądam dobrze, ale nadal czułem potrzebę zrzucenia większej liczby kilogramów. Nadal uważałem, że mam nadwagę, więc kontynuowałem. Nie jadłem prawie nic – puszkę sałatki owocowej na śniadanie, baton musli na lunch i tosty lub miskę płatków na kolację. Ćwiczyłem codziennie, biegałem po około 7 km dziennie i trenowałem ciężarkami. Byłem opętany. Nie liczyło się, co dzieje się w ciągu dnia, musiałem iść na siłownie i jeśli opuściłem ćwiczenia stawałem się demonem. Ciągle chorowałem. Często chodziłem do lekarzy z takim czy innym problemem. Moja wątroba i nerki nie pracowały poprawnie [...]. Ciągle miałem problemy z wypróżnianiem, więc praktycznie codziennie brałem środki na przeczyszczenie. Zauważyłem, że to również pomagało na spadek wagi. Nie chciałem dopuścić by znów tak przytyć, więc zrobiłbym wszystko by trzymać wagę na wodzy.

Trwało to aż do kwietnia 2004, gdy poznałem Vicky. Od razu się zakochałem. Zaczęliśmy się spotykać, więc szybko zauważyła moje problemy żywieniowe. Przez jakiś czas z tym żyła – moimi ciągłymi wizytami na siłowni, nie jedzeniem praktycznie niczego, itd. Czara się przepełniła, gdy pewnego wieczora zaproponowała mi kawałek czekolady, a ja odmówiłem. Strasznie się pokłóciliśmy na temat mojego problemu, ona nie mogła dać sobie rady z tym, co sobie robiłem i nie wiedziała ile jeszcze da radę znieść. Przeraziłem się, że ode mnie odejdzie, więc już od następnego dnia zmieniłem się. Nie było łatwo, wręcz przeciwnie. Powiedziałbym, że była to najcięższa rzecz jaką kiedykolwiek przyszło mi zrobić. Zmienić sposób myślenia, że jedzenie to zło, i że jeśli zjem nawet trochę, to znów będę ważył 127 kg, na stwierdzenie: „hej, jedzenie nie jest takie złe, tak długo jak jesteś rozsądny”, zajęło bardzo dużo czasu. Ale udało się. Zacząłem jeść właściwe śniadanie (płatki na mleku), lunch (kanapkę) i zdrową kolację. Zacząłem doceniać różne rodzaje jedzenia, których pozbawiałem się przez lata, szczególnie czekoladę. Zawsze miałem i zawsze będę miał słabość do słodyczy. Nawet rzadziej chodzę na siłownię.

Dużo czasu zajęło mi przystosowanie się z powrotem do tego, co ludzie uznają za normalne. Za każdym razem, gdy zjadłem coś trochę niezdrowego, albo nie poszedłem na siłownię, gdy powinienem to zrobić, lub gdy odrobinę przytyłem, byłem sobą zdegustowany, a czasem wściekły. Jednak z wsparciem ze strony rodziny, przyjaciół i szczególnie Vicky, udało mi się przez to przebrnąć.”15

1 Zob.: http://zaburzeniaodzywiania.info/?pl_anoreksja,16 (25.03.2011)

2 Za: http://www.opoka.org.pl/biblioteka/I/IP/anoreksja_pk.html (26.03.2011)

3 Za: http://zaburzeniaodzywiania.info/?pl_anoreksja,16 (dostęp: 25.03.2011)

4 Za: http://www.umm.edu/altmed/articles/anorexia-nervosa-000012.htm (27.03.2011)

5 Za: http://www.anoreksja.net/skutki.php (26.03.2011)

6 Za: http://www.umm.edu/altmed/articles/anorexia-nervosa-000012.htm (27.03.2011)

7 Za: http://anoreksja.mam-efke.pl/index.php?go=leczenie (26.03.2011)

8 Zob.: http://mam-efke.pl/articles.php?article_id=42 (27.03.2011)

9 Za: http://www.something-fishy.org/cultural/issuesformen.php (26.03.2011)

10 Za: http://mam-efke.pl/articles.php?article_id=42 (27.03.2011)

11 Za: http://www.something-fishy.org/cultural/issuesformen.php (27.03.2011)

12 Zob.: http://www.ltspeed.com/bjblinder/anmales.htm (27.03.2011)

13 Za: http://mam-efke.pl/articles.php?article_id=42 (27.03.2011)

14 Za: http://www.mengetedstoo.co.uk/index.php/personal-stories/92-colins-story-obesity-to-anorexia.html (27.03.2011)



17 czerwca 2011

Dymofofobia (film)

Po serii artykułów przyszedł czas na mały odpoczynek od czytania. Choć wciąż pozostajemy przy trudnej tematyce, tym razem zamiast tekstu proponuję film.



To historie osób, które walczą ze śmiercionośnym zagrożeniem o nazwie dysmorfofobia. Wspominaliśmy już o nim w serwisie (Zob. Dysmorfofobia). Tym razem mamy okazję wysłuchać historii jej ofiar.


 



14 kwietnia 2011

Pod wpływem reklamy (2)

Reklamy negatywnie wpływają na dziecko dowodzą to liczne badania.

Warto wspomnieć chociażby nazwiska takich badaczy jak: S. Kirwil, M. Braun-Gałkowskiej, J. Izdebskiej. Według nich działania te przejawiają się w nieprawidłowym rozwoju fizycznym dziecka, niekorzystnych zmianach w sferze poznawczej, motywacyjnej i emocjonalnej jego osobowości. W. Nasiłowski podkreśla negatywne działanie oglądania telewizji na wzrok, spowodowany nieprawidłowym odbiorem przez dzieci telewizji (oglądanie w odległości mniejszej niż 2,5 metra, wielogodzinne przesiadywanie przed telewizorem). Z kolei ograniczenie lub redukcja czasu wolnego spędzanego na świeżym powietrzu, może powodować powstawanie różnych stanów chorobowych układu kostnego, pojawienia się wad postawy, nieprawidłowości rozwoju psychoruchowego. Przykładem podawanym przez lekarzy jest tzw. choroba telewizyjna, której objawami są: zapadnięta klatka piersiowa, zaokrąglone plecy, zwiotczałe mięśnie, obniżenie sprawności fizycznej. Wielogodzinne przesiadywanie przed telewizorem prowadzi jak ostrzegają lekarze, do skolioz, otyłości, jak również powoduje rozwój chorób alergicznych.

Z badań psychologicznych (B. Kwarciak, 1997) wynika na przykład, że dziecko przeciętnie w ciągu roku aż dwadzieścia tysięcy razy styka się z różnego rodzaju treściami reklamowymi. Sami rodzice często ostro protestowali przeciwko sposobom wpływania reklam na ich dzieci. W wyniku takich protestów powstał konsumencki ruch Action for Children’s Television (ACT). Ruch ten wymógł na producentach reklam wiele przepisów ograniczających na przykład liczbę godzin reklam telewizyjnych dla najmłodszych czy też stosowania sugestii w tychże reklamach. Ze względu na to, że dzieci są bardzo dużą i znaczącą grupą odbiorców przekazów reklamowych dlatego też reklama skierowana do tej rzeszy odbiorców stała się z czasem odrębną strategią marketingową. Taka też strategia dotarła do Polski i wiele polskich dzieci jest pod jej wpływem.

Z badań prowadzonych w Stanach Zjednoczonych dowiadujemy się, że dzieci w około 79% decydują o wyborze marki płatków zbożowych, lodów czy pasty do zębów, w aż 83% wybierają restaurację fast food, a w 72% – markę butów sportowych.

Najlepszym sposobem i mechanizmem kontroli nad nieuczciwą reklamą jest dobrze przygotowany rodzic i nauczyciel.

Należy więc skutecznie wprowadzać dziecko w świat reklamy, nauczyć go radzić sobie z jej wpływem, nauczyć zasad rozsądnego oglądania telewizji.

Bibliografia

 

1. Kossowski P., Dziecko i reklama telewizyjne. Warszawa 1999

2. Izdebska J., Rola mass mediów w kształtowaniu przez dziecko obrazu świata, w: Media

i edukacja, pod red. W. Strykowskiego, Poznań 2000

3. Izabelska J., Rodzina, dziecko, telewizja. Warszawa 1995

4. Kirwil S., Formowanie się agresywności u dzieci. Problemy Op.-Wych. 10/92

5. Braun-Gołkowska M., Telewizyjne dzieci. (w:) Edukacja i Dialog 6/95

6. Kwarciak B., Co trzeba wiedzieć o reklamie . Wydawnictwo Profesjonalnej Szkoły Biznesu, Kraków 1997



13 kwietnia 2011

Dieta, ach dieta…

Dieta, ach dieta koniec z hurtem czas na detal, jak śpiewał Kabaret OTTO:

Poniżej opisany został tzw. rynek businesu dietetycznego, a także niedopuszczalne praktyki osób odchudzających się.

Rynek businesu dietetycznego

Według amerykańskiego dietetyka Johna Hopkinsa mamy dostęp do 29 tysięcy diet i teorii odchudzania. Jak dobrze wiemy co roku powstają nowe. Obecnie w modzie jest dieta Ducana. Czym zasłużyła sobie na takie powodzenie? Otóż diecie nic nie zapewni lepszej reklamy niż znana twarz. Tak i o Ducanie zrobiło się głośno w Polsce, gdy Borys Szyc ogłosił, że właśnie ją rozpoczyna. Natychmiast, powstawać zaczęły liczne blogi, for oraz serwisy promujące wiedzę na ten temat.

Sam twórca diety nie liczył na takie powodzenie swej koncepcji. Opisał ją, w książce pt „Nie potrafię schudnąć”, która stała się hitem i zachęciła wiele osób do jej stosowania. Dieta ta polega na jedzeniu chudego mięsa, nabiału, ryb, owoców morza i jajek w każdej ilości.

Wiadomo, iż w dzisiejszych czasach wszystko opiera się na pieniądzach. Tak i jest z dietami. Jak już wspomniałyśmy najlepszą reklamą czegokolwiek jest znana twarz. Jednak nie chodzi jedynie o promocję diety. Za samą dietą stoją firmy, które tworzą gotowe do spożycia produkty oczywiście dozwolone w diecie. Takim przykładem może być mrożona „zupa prezydencka” wypuszczona przez firmę „Hortex”, która inspirowała się dietą kapuścianą stosowaną tuż przed kampanią prezydencką przez Aleksandra Kwaśniewskiego. Innym przykładem są stosowane przez Oprah Winfrey (jedna z najbardziej wpływowych kobiet świata) płynne preparaty proteinowe. Dzięki niej ich sprzedaż w Stanach Zjednoczonych wzrosła dwukrotnie. Podobnie było w przypadku Angeliny Jolie, która stosowała dietę polegającą na przyjmowaniu jedynie płynów. Taka dieta zainspirowała wiele gabinetów dietetycznych.

Gdy mowa o gabinetach dietetycznych warto wspomnieć, iż jedynie w samej Warszawie istnieje ich ponad sto. Zarabiają one głównie na zdesperowanych klientach, którzy nie chcą czekać około dwóch miesięcy na wizytę w ramach NFZ. Jedna wizyta kosztuje około 100- 200 złotych.

Każdego dnia możemy zauważyć trendy, lansowane głównie przez mass media, które głoszą np. cukier jest nie zdrowy. Tak i cały przemysł spożywczy chcąc skorzystać na takiej fali niechęci do cukru wypuszcza produkty w wersji light lub nawet, jak zrobiła to coca- cola, zero cukru. Podobnie jest z tłuszczem. Teraz nawet mówi się o dietetycznych parówkach, lodach czy czekoladzie. Obecnie mocno promowana jest również moda na „Eko żywność”. Właśnie takie jedno słowo „Eko” działa ak magnez. Ludzie chcą odżywiać się zdrowo i nie żałują pieniędzy na zdrowe jedzenie. Do tego docierające zza granicy informacje na temat zakażonego mięsa sprawia iż Polacy częściej wyciągają ręce po właśnie takie jedzenie. „Wprawdzie brakuje dokładnych danych, ile Polacy wydają na odchudzanie, jednak sam rynek suplementów diety według wyliczeń firmy PMR będzie w tym roku wart blisko 2 mld zł. To o jedną czwartą więcej niż jeszcze cztery lata temu. Jak przewidują eksperci, będzie on rósł w tempie co najmniej 8 – 10 proc. rocznie.” (Zob. http://blackdress.com.pl/dieta-dzwignia-biznesu/).
Faktem jest to, że coraz więcej ludzi chce się odchudzać. Zapewne dlatego, iż odchudzanie jest w modzie i ktoś chudnie, by zarabiać mógł ktoś inny.

Niedopuszczalne praktyki osób odchudzających się

Jak każdy doskonale wie, cuda zdarzają się stosunkowo rzadko. Nie ma jednorazowej diety cud, która rozwiąże wszystkie nasze problemy. Ludzie borykający się z otyłością gotowi są poświęcić bardzo wiele, aby osiągnąć wymarzoną sylwetkę. Niestety często płacą za to przede wszystkim własnym zdrowiem. Autorzy książki „Życie bez diety” twierdzą, iż każdy człowiek jest inny (Zob. John P. Foreyt, g. Ken Goodrick Życie bez diety). Mamy zróżnicowane potrzeby w związku z przyjmowaniem składników odżywczych. Z natury nasze ciała odrzucają wszelkiego rodzaju diety. Po kilku takich nieefektywnych zabiegach nasze ciało łatwiej magazynuje tłuszcz oraz trudniej się go pozbywa. Pomimo tych wszystkich niebezpieczeństw, które czyhają ze strony nierozsądnego odchudzania znajdują się osoby które stosują różne diety. Oto kilka zadziwiających i przede wszystkim zabawnych diet, które niestety mają swoich zwolenników:

dieta Alleluja (biblijna)-twórca: Jordan S. Rubin, dieta oparta na posiłkach spożywanych poprzez bohaterów biblijnych, przetwory mączne, mięso (z wyłączeniem wieprzowiny), brak owoców, warzyw oraz białka.

dieta „śpiąca królewna”- kiedy śpimy, nie mamy napadów głodu. Dieta oparta na jak największej ilości snu, nawet przy pomocy tabletek nasennych.

przeżuwanie- każdy kęs posiłku należy przeżuwać do momentu kiedy straci smak. Następnie należy wypluć to czego nie udało się połknąć.

seks dieta- twórca uznał, iż lepszy od sportu i gimnastyki jest seks. Należy żywić się produktami które wzmagają ochotę na seks: czekolada, drób,by, oraz unikać tych które taką ochotę hamują.

Powyższe sposoby na utratę wagi są bardzo mało popularne. Przyczyną może być ich irracjonalność. Istnieje natomiast bardzo wiele innych diet które stały się bardzo modne i zyskały uznanie wśród ogromnej liczby ludzi. Przykładem tutaj może być zwyczajna głodówka, podczas której nie spalamy tłuszczu, ale własne mięśnie. Dodatkowo obniża nam się poziom wody oraz tempo przemiany materii. Po skończonej głodówce, kiedy przechodzimy do normalnej nawyków żywieniowych organizm wkracza w tryb oszczędnościowy i zaczyna magazynować energię w postaci tkanki tłuszczowej. W tym przypadku efekt jojo jest nieunikniony.

Kolejną popularną dietą jest drakońska dieta kopenhaska.

Powoduje ona szybki i gwałtowny spadek masy ciała w bardzo krótkim czasie. Podstawową zasadą jest przestrzeganie 13- dniowego określonego jadłospisu, gdzie główną rolę odgrywa codzienna dawka kofeiny zawarta w kawie. Ma to na celu przyspieszenie spalania tłuszczów. Przy stosowaniu owego jadłospisu mamy gwarantowany efekt jojo. Może pojawić się także spadek temperatury oraz omdlenia spowodowane niedożywieniem. Dodatkowo nasz organizm zmaga się z niedoborem składników odżywczych i mineralnych.

Podobnie skutki możemy uzyskać poprzez stosowanie również bardzo modnej diety kapuścianej. Monotonia w jadłospisie nie pozwala na stosowanie diety dłużej niż 7 dni. Niezbilansowany jadłospis który jest oparty głównie na warzywach pozwala na ubytek masy ciała nawet do 5 kg w ciągu tygodnia. Skutkiem jest oczywiście gwarantowany efekt jojo, duży spadek wody w organizmie oraz wysoki niedobór składników odżywczych t. j. białka czy tłuszcze.

Kolejnym przykładem może być wspominana już dieta dr Dukana, zwana też proteinowo, czy białkową. Bez wątpienia jest ona bardzo skuteczna w utracie zbędnych kilogramów. Niestety pierwsza faza jest bardzo uboga w energię, ogranicza się tylko do potraw bogatych w białko: ryby, sery, jaja, mięso, gdzie energia w około 70% pochodzi z białka. Światowa Organizacja Zdrowia i Instytutu Żywności i Żywienia, zaleca aby było to nie więcej niż 16%. Przekroczenie może spowodować zakwaszenie organizmu, choroby nerek, natomiast wyłączenie z diety warzyw i owoców może skutkować awitaminozą. Dłuższe stosowanie diety może powodować zaparcia, a nawet choroby jelit.

Najbardziej kontrowersyjnym i śmiertelnie niebezpiecznym sposobem walki z utratą masy jest tzw. dieta tasiemcowa. Reklamowana jako dieta szybka i bez wyrzeczeń. Polega ona na połknięciu ampułki lub tabletki z główką płazińca w wyniku czego stajemy się nosicielami i żywicielami tasiemca. Kiedy osiągnie on już postać dojrzałą rozwija się w jelicie cienkim. Żywiciel traci apetyt, występuje biegunka, wymioty, infekcje. Jest bardzo duże prawdopodobieństwo choroby zwanej wągrzycą. Larwy tasiemca rozprzestrzeniają się w organizmie człowieka, w jego tkankach co grozi nawet śmiercią.

Jak widać rygorystyczne trzymanie się diety nie są najlepszym rozwiązaniem na współczesne problemy z otyłością. Dietetyk Dr John M. Berardi radzi, aby równoważyć swoje posiłki, jeść dużo warzyw, polubić zdrowe tłuszcze, a czasem pozwolić sobie na małe co nieco. Jeśli dodamy do tego jeszcze trochę sportu to zapewne z efektów będziemy mogli cieszyć się przez jeszcze długi okres czasu.

1 John P. Foreyt, g. Ken Goodrick Życie bez diety

Najbardziej absurdalne zabiegi podczas odchudzania często są przyczyną poważnych chorób związanych z zaburzeniem odżywiania, bądź też pojawiają się u osób dotkniętych już bulimią lub anoreksją.

Początkowo osoba nierozsądnie podchodząc do odchudzania zaczyna się głodzić. Następuje wyniszczanie organizmu, poprzez niedostarczenie odpowiednich składników odżywczych, obniżenie się poziomu cukru we krwi, bóle brzucha, spadek tętna, a także u kobiet zanik miesiączki.

Z głodówką najczęściej idzie w parze nadmierny wysiłek fizyczny. Organizm na skraju wyczerpania odmawia posłuszeństwa, występują omdlenia, utrata przytomności, złe samopoczucie i wiele innych negatywnych skutków.

Częstym zabiegiem jest wymuszanie reakcji wymiotnych, a także zażywanie dużej ilości leków przeczyszczających, tabletek i proszków na odchudzanie. Zazwyczaj występuje w przypadku bulimii po napadzie obżarstwa. Skutkami może być tutaj odwodnienie organizmu, uszkodzenie nerek, zaburzenie pracy serca, wypadanie włosów, zębów, czy nawet arytmia serca.

Powyżej zostały ukazane bardzo ogólnie te najbardziej popularne i niedopuszczalne praktyki podczas odchudzania. Natomiast najwięcej informacji można wynieść wprost od osób które je stosują.

W popularnym programie Ewy Drzyzgi Rozmowy w Toku gośćmi programu były anorektyczki i bulimiczki. Dziewczyny opowiadały o różnych absurdalnych zabiegach które stosowały, aby zapobiec przytyciu. Asia (41kg) przyznała się, że odmawiała sobie przyjmowania Komunii Świętej, ponieważ opłatek był z mąki. Wszystkie naczynia przed spożywaniem posiłku odkaża w środkach chemicznych tj. domestos, aby nie było tam nawet grama tłuszczu. Dziewczyna która ważyła 38 kg opowiadała o swoich częstych napadach bulimicznych, gdzie zjadała co napotkała na drodze; suchy makaron, ziemię z kwiatów, mąkę. Natomiast Beata chciałaby ważyć 43 kg, dlatego owija się w folię spożywczą , żeby szybciej wytopić tłuszcz.

Wszystkie dziewczyny w wyżej przytoczonych przykładach uprawiały bardzo intensywny sport. Burza, deszcz, czy silny wiatr nie przeszkadzały, aby znów wyjść na dwór, biegać, ćwiczyć i katować swój mocno osłabiony organizm.

Źródła:



7 kwietnia 2011

Pod wpływem reklamy

Serdecznie zachęcam do przeczytania tekstu pani Elżbiety Durnakowskiej. Informacje te przydadzą się zarówno rodzicom, osobom szykującym się do powołanie na świat dzidziusia, jak i tym, którzy tego nie planują. Zagadnienie wpływu reklamy na dzieci pojawi się w trzech odsłonach. Dwie pozostałe ukażą się 14 i 21 kwietnia.

Reklama – według definicji pochodzi od łacińskiego słowa reclamo – krzyczę. Ze „Słownika wyrazów obcych” J. Tokarskiego dowiadujemy się, że wyraz ten oznacza „ …rozpowszechnianie informacji o towarach, ich zaletach wartości, miejscach i możliwościach nabycia (…) zwykle za pomocą plakatów, ogłoszeń w prasie, radiu, telewizji, stanowiących zachętę do nabywania towarów lub korzystania z określonych usług.”
Twórcy reklam posługują się różnymi metodami i technikami w celu osiągnięcia sukcesu. Wykorzystują między innymi prawidłowości dotyczące życia psychicznego człowieka np: motywy lękowe, skrywane pragnienia, źródła poczucia bezpieczeństwa i inne.
Reklama nasuwa myśl , że za pomocą nabycia towaru można szybko i bezboleśnie rozwiązać jakiś problem. Jest rodzajem przekazu informacji o charakterze bezosobowym, pośrednim. Dlatego tak ważne jest przyciągnięcie uwagi odbiorcy. Reklama, aby został zauważona, powinna się wyróżniać specyficznymi cechami, aby osiągnąć swój cel. Pracuje na tym ogromna grupa psychologów.
Także dziecko zarzucane jest wielką ilością ofert. Dzieje się to głównie za pośrednictwem środków takich narzędzi jak: gry, programy edukacyjne na CD-romach, książki i czasopisma dziecięce, programy telewizyjne oraz audycje radiowe.

Wyróżnia się trzy rodzaje wpływu mass mediów na osobowość: bezpośredni, kumulatywny – mogący ulegać kumulacji i podświadomy.

Wpływ bezpośredni
Rodzaj tego wpływu obserwuje się najbardziej u dzieci;. Bezpośrednio po obejrzeniu programu często reagują one bardzo żywiołowo, pokazują stan swoich uczuć.

Wpływ kumulatywny
Charakteryzuje się rozciągnięciem w czasie,. Z reguły na początku jest niewidoczny. Proces wpływu rozciąga się na poszczególne etapy, gdzie poprzedni przygotowuje następny. Często porównywany jest do mozaiki. Efekt widoczny staje się w etapie końcowym i po dłuższym czasie.

Wpływ podświadomy
Zachodzi w sposób nieświadomy. Treści lub obrazy wnikają w psychikę człowieka, dając o sobie znać dopiero na końcu procesu. Charakteryzuje się skrytością działania, w tym celu poszukiwane są coraz to nowe techniki zmierzające do wpływu na konkretną jednostkę, jak i na całe społeczeństwo.

Reklamy telewizyjne, mimo zaprzeczeń nadawców, nie służą głównie informowaniu o towarach, lecz stanowią agresywną propagandę. Dziecięcemu odbiorcy często wskazuje się wprost, że posiadanie czegoś (zabawki, słodyczy) powinno być przedmiotem aspiracji. Emitowane reklamy pokazują dziecku, że kupowanie coraz to nowych, lepszych, modnych rzeczy jest w życiu bardzo ważne i prestiżowe.

Z badań według P. Kossowski wynika, że dzieci są wiernymi widzami reklam. Są one, obok filmów animowanych, najczęściej oglądanymi audycjami. Około 83 % dzieci, w przedziale wiekowym od 5 do 8 lat, zdecydowanie aprobuje reklamy. Z tego więcej niż połowa, około 80%, to jej entuzjaści. Tylko 17% nie akceptuje reklamy. Najchętniej oglądają reklamy dzieci od 5 do 6 lat. Są przy tym bezkrytyczne i wierzą w prawdziwość oglądanych obrazów. Brak krytycyzmu sprawia; że nie dostrzegają intencjonalności reklamy. Dlatego największa część spotów reklamowych skierowanych jest do dzieci. Około 60% z nich jest przekonana, że bez reklam świat byłby smutniejszy i dużo gorszy. Około 72% badanych dzieci „prosiłaby czarodzieja, żeby wyczarował na nowo reklamy, gdyby okazało się, iż pewnego dnia zniknęły z telewizji”.

Reklamy często przybierają charakter sugestywny i rozbudzają w dzieciach poczucie braku pewnych produktów. Wywołuje to poczucie niższości w grupie, klasie i chęć kupienia danej rzeczy. Według Kossowskiego, 80% dzieci (5-10 lat), pragnie posiadania reklamowanych produktów. Odnosi się to zwłaszcza do słodyczy i zabawek. Z tego 25-30% na pewno otrzyma pożądane rzeczy. U reszty natomiast zrodzi się frustracja i stres.
Treści reklam mają charakter długodystansowy, pozostają bowiem długo w pamięci dzieci. Około 60% z nich wykorzystuje widziane obrazy w zabawach. W ten sposób reklamy stają się częścią dziecięcego świata i sposobem jego przeżywania.



21 marca 2011

Homeopatia – kpiny z medycyny (3)

A oto ostatnia część tekstu pana prof. Andrzeja Gregosiewicza na temat homeopatii. Jeśli nie miałeś(łaś) okazji czytać dwóch poprzednich, znajdziesz je tu i tu.

Miejsce homeopatii we współczesnej medycynie

Homeopatia sama w sobie nie jest ani lepsza ani gorsza od różnych szamańsko-magicznych działań bioenergoterapeutycznych wywołujących efekt placebo. Smuci tylko fakt, że zajmują się nią osoby posiadające dyplomy lekarza medycyny. Są to więc ludzie, którzy posiadają akademicką wiedzę farmaceutyczną, która przecież nijak nie przystaje do homeopatycznego bełkotu. Gdyby byli ludźmi honoru, zwróciliby dyplomy lekarskie. W przeciwnym wypadku deprecjonują zawód lekarza. Nie chcę pisać, że oszukują pacjentów. Po prostu starają się poprawić swoją sytuację materialną.

Według mnie wprowadzanie na rynek leków homeopatycznych nie różni się niczym od wprowadzania do obiegu fałszywych pieniędzy. O ile jednak fałszywe pieniądze nie czynią większej szkody (są wychwytywane przez banki i policję), to stosowanie leków homeopatycznych może prowadzić do zaniechania lub opóźnienia właściwego leczenia ze wszystkimi z tego wynikającymi skutkami. Kto wie jednak, czy nie większą szkodę wyrządza się młodym, niedoświadczonym lekarzom, informowanym przez „specjalistów homeopatii” o skuteczności takiego postępowania. Stąd już bowiem tylko krok do mentalnej akceptacji innych, „komplementarnych” metod leczenia propagowanych przez prymitywne, chciwe i oszukańcze media. I tak, w części środowiska lekarskiego szerzy się ignorancja, objawiająca się posiadaniem własnej opinii na temat homeopatii. „Opinii”, a nie wiedzy. Z oczywistego powodu broni się jej za wszelką cenę, czego dowodem będą pełne oburzenia reakcje na ten artykuł.

Ważne uwagi

Żyjemy w wolnym kraju. Nikt nie może zabronić działalności żadnemu stowarzyszeniu wielbicieli homeopatii. Nikt nie może zabronić prowadzenia praktyki przez lekarzy homeopatów. Nikt nie powinien krytykować pacjentów przyjmujących preparat o nazwie oscillococcinum. Ja jednak przysięgałem, że nie sprzeniewierzę się prawdzie naukowej i zdrowemu rozsądkowi. Dlatego też nigdy nie podam moim pacjentom chorym na grypę granulek sporządzonych z laktozy i sacharozy, które są w laboratorium BOIRON nasączane metodą potrójnej impregnacji „kaczym panaceum” w ilości 10400 razy mniej niż nic.

Proszę mi wybaczyć, ale nie chce mi się wierzyć w to, co pisze mgr farm. Iwona Wojtysiak-Karwacka w ostatnim numerze „Alma Mater”. Cytuję dosłownie: Lubelska Akademia Medyczna również współpracuje z CEDH. Na Wydziale Farmaceutycznym organizowane są kursy I i II stopnia z zakresu leczenia metodą homeopatyczną, na które bardzo serdecznie zainteresowanych zapraszamy. Mam nadzieję, że jest to raczej osobista inicjatywa ww. pani magister realizowana poza programem akademickim Wydziału Farmaceutycznego.

Wyjaśniam, że skrót CEDH oznacza Centrum Kształcenia i Rozwoju Homeopatii utworzone z inicjatywy laboratorium BOIRON. Tak, tak – to samo laboratorium, które fałszuje wyniki swoich badań, co zostało naocznie stwierdzone przez niezależną komisję naukową.

Z niecierpliwością oczekuję na drugą część artykułu pani mgr farm. Iwony Wojtysiak-Karwackiej pt. Homeopatia, który ukaże się w najbliższym numerze „Alma Mater”. Tym razem Szanownym Czytelnikom będzie łatwiej skonfrontować nasze poglądy.



14 marca 2011

Homeopatia – kpiny z medycyny (2)

Zachęcam do zapoznania się z drugą częścią tekstu prof. Andrzeja Gregosiewicza. Jeśli nie miałeś(łaś) okazji czytać pierwszej, znajdziesz ją tu.

Doktryna i język homeopatii

Homeopatia opiera się na czterech zasadach:

1) podobieństwo: słowo homeopatia składa się z dwóch greckich słów – homoion (podobne) i pathos (ból, choroba). Podobne leczy się podobnym (similla similibus curantur). Oznacza to, iż jeśli jakiś patogen powoduje objawy choroby, to może też z niej wyleczyć. Np. nic nie stoi na przeszkodzie, by homeopatycznie rozcieńczone do 1018 (czyli całkowicie usunięte z roztworu), sproszkowane kamienie nerkowe leczyły kamicę nerkową (autentyczna kuracja jest opisana w Guide practique d'homeopathie przez J. Hodlera). Kompletny absurd jest tu uderzający i żaden normalnie myślący człowiek nie podejmie dyskusji na ten temat. Ja osobiście zawsze byłem przekonany, że patogen trzeba zwalczać środkiem skierowanym przeciwko niemu i o dziwo – sprawdza się to do dzisiaj.

2) rozcieńczanie pozwala na zastosowanie zasady najmniejszej dawki leku. Według homeopatów im większe rozcieńczenie, tym silniejsze działanie leku. Działanie terapeutyczne wykazuje także roztwór, w którym leku już nie ma. Mało tego, im więcej go nie ma, tym jest skuteczniejszy. Dla celów artystycznych zasadę tę można odwrócić, jak to zrobiła Natalia Kukulska śpiewając: „im więcej Ciebie – tym mniej”

3) potencjalizacja: fakt, że rozcieńczanie samo w sobie nic nie wnosi do aktywności leku był zrozumiały nawet dla Hahnemanna. Nie mając pewnie pojęcia o brzytwie Ockhama wprowadził więc nową jakość. Było to wytrząsanie (jeden raz przy pierwszym rozcieńczaniu, dwa razy przy drugim itd.). Proces ten nazwał potencjalizacją. Cóż to takiego jest ta potencjalizacja. Otóż potencjalizacja w najgłębszym sensie odpowiada znaczeniowo potencjalizacji i służy do uzyskania właściwej potencji leku. Potencja leku jest zaś miarą jego potencjalizacji, którą uzyskuje się drogą potencjalizacji. Szanowni Czytelnicy, poproście jakiegokolwiek homeopatę, by wytłumaczył wam, co znaczy potencjalizacja. Jeżeli się zgodzi, zachowajcie chociaż przez 5 minut powagę. Dłużej się nie da. Przygotowując się do napisania artykułu przeprowadziłem dyskusję z farmaceutą stojącym za ladą swojej apteki z lekami homeopatycznymi. Występowałem w roli klienta i za wszelką cenę chciałem się dowiedzieć czegoś o potencjalizacji. Rozmawialiśmy jak gęś z prosięciem. Z apteki zostałem wyproszony. Farmaceuta obraził się, gdy stwierdziłem, że zamiast określenia potencjalizacja – równie dobrze można by używać terminów: maksymalizacja, energetyzacja, sublimacja, centralizacja, synchronizacja, homogenizacja, mobilizacja, multiplikacja lub mistyfikacja. Język zniesie wszystko, tyle że przez to nie nabiera cech naukowości. Wprost przeciwnie: jak drogowskaz wskazuje pustkę myślową kryjącą się za takimi wyrażeniami. Zbędna już wydaje się uwaga, że z punktu widzenia współczesnej wiedzy chemicznej, fizycznej, mechanicznej i molekularnej – opisywana potencjalizacja wpływa jedynie na zmęczenie ręki wytrząsającej roztwór leku. Pisanie, że jest to magia czy szamaństwo byłoby dowartościowaniem dziecinnej zabawy w fabrykę lekarstw.

4) personalizacja: zanim wspomnę o „odkryciach” Hahnemanna, muszę powiedzieć, że żaden zdrowy na umyśle lekarz nie rozpocznie leczenia chorego bez dokładnego przestudiowania historii jego dolegliwości i określenia możliwych reakcji na zastosowane leki. Fakt, że należy wykonać odpowiednie badania i dostosować postępowanie do aktualnego stanu chorego i jego warunków środowiskowych nie wymaga przypominania. Tego uczą na studiach medycznych. A oto co uroiło się w głowach homeopatów: nie ma potrzeby poszukiwać konkretnej choroby czy dysfunkcji organu. Należy jedynie znaleźć „lekarstwo”, które wywołuje objawy podobne do chorobowych. Po odpowiednim rozcieńczeniu ma ono mieć skutek terapeutyczny. Dobór leku jednak musi być zindywidualizowany (personalizacja) przez określenie typu konstytucyjnego i typu charakteru chorego. Typy konstytucyjne wg homeopatów to: 1) karboniczny (węglowo-wapienny), 2) fosforyczny (fosfo-wapienny) i 3) fluoryczny (fluoro-wapienny). Typy charakteru – 1) ignatia (typ płaczliwy), 2) pulsatilla (typ płochliwy, romantyczny i czuły), itd., itd. „Typy” te odpowiadają nazwom specyfików homeopatycznych. Pisałem już, że homeopatia to poezja. Tutaj widać, że liryczna.

Badania naukowe (mistyfikacje i oszustwa)

Zaletą leków homeopatycznych, jak pisze mgr farm. Iwona Wojtysiak-Karwacka, jest ich skuteczność potwierdzona badaniami naukowymi. Otóż należy wiedzieć, że literatura naukowa na temat homeopatii finansowana jest niemal wyłącznie przez francuskie laboratoria BOIRON i DOLISOS produkujące leki homeopatyczne. Żaden niezależny naukowiec nie potwierdził nigdy wyników tych badań. Żadne poważne czasopismo naukowe nie zamieszcza prac na temat homeopatii. Pierwsze próby kliniczne (oparte na poprawnej metodzie badawczej) zostały przeprowadzone przez Fritza Donnera w 1939 roku. Zakończyły się kompletnym fiaskiem. W latach osiemdziesiątych, mimo kpin środowiska naukowego, przeprowadzony został we Francji eksperyment, którego inicjatorem była Georgina Dufoix, ówczesna minister zdrowia. Wyniki opublikował „Lancet” w 1988 roku. Okazało się, że u chorych, którzy otrzymywali leki homeopatyczne, uzyskano wyniki gorsze niż w grupie kontrolnej (przyznać trzeba, że nie były one statystycznie istotne). 30 czerwca 1988 r. Rada Naukowa tygodnika „Nature” zgodziła się na opublikowanie wstępnego komunikatu na temat doświadczeń z lekami homeopatycznymi dr J. Benveniste. Warunkiem publikacji całego artykułu była weryfikacja danych przez niezależny zespół naukowców.

Komisja, w której składzie był James Randi, iluzjonista, bez trudu wykazała ordynarne oszustwo dokonane w trakcie prezentacji eksperymentów laboratoryjnych, co zostało opublikowane w tymże periodyku 27 października 1988 roku na stronie 763. Nie przejmując się tą kompromitacją, Dolisos Laboratoires w 1994 roku tak opisuje wyniki prac Jacques'a Benveniste (obecnie awansował już na profesora – przyp. aut.): potwierdzono zasadę biologicznej aktywności preparatów wysokorozrzedzonych. Oto skuteczność firmowych badań naukowych.

Jako ciekawostkę podaję, że roczny obrót firmy, która finansowała badania ww. naukowca wyniósł w 1994 roku 595 milionów FF.



7 marca 2011

Homeopatia (1) – kpiny z medycyny

Tym razem rekomenduję propozycję pana prof. zw. dr hab. med. Andrzeja Gregosiewicza, kierownika katedry i Kliniki Ortopedii Dziecięcej Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. Temat niezwykle aktualny chociażby w perspektywie niedawnej akcji, w ramach której ochotnicy z  ponad 20. krajów przyjmowali publicznie skrajnie duże dawki leków homeopatycznych, aby udowodnić, że nie ma w nich substancji aktywnych, które mogłyby truć bądź leczyć (Zob. link). W ostatnim czasie również Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wszczął postępowanie na wniosek producentów leków homeopatycznych. Oskarżają oni Naczelną Izbę Lekarską o naruszanie zasad wolnej konkurencji na rynku leków. (Zob. link).

Z uwagi na obszerne ujęcie zagadnienia przez pana Profesora, zdecydowałam się na podzielenie tekstu na trzy części. Kolejne fragmenty będą się ukazywały w tygodniowych odstępach.

„Nic”. „Zero”. „Ujemna próżnia”. Oto farmakopea „lekarzy homeopatów”. Śmieszne? Nie… To interes wszechczasów. Sprzedawać nic za pieniądze. Podkreślać, że to nic jest istotą leku. Informować klientów, że dostają nic. Nikt już nigdy nie wpadnie na pomysł wykorzystania nicości. Oto próg transcendencji.

Media na pierwszej linii

Technologia produkcji leków homeopatycznych polega na wielokrotnym rozcieńczaniu różnych substancji wybranych przy pomocy klucza okultystyczno-astrologicznego. Rodzaj substancji nie ma żadnego znaczenia, gdyż w ostatecznym rozcieńczeniu zazwyczaj nie ma już po niej śladu. Jednak dzięki specjalnemu sposobowi rozcieńczania (wytrząsanie) sam płyn staje się „duchowy” na skutek „dynamicznego uwolnienia energii kosmicznej leku”. Rozcieńczenia te określane są w skali dziesiętnej i setnej. Przykład: skala dziesiętna: 1 kroplę zawiesiny substancji „leczniczej” miesza się z 9 kroplami obojętnej cieczy. Po ich wymieszaniu otrzymuje się roztwór drugi dziesiętny, oznaczony symbolem D2. Z otrzymanego roztworu pobiera się 1 kroplę i miesza ją z kolejnymi 9 kroplami obojętnej cieczy. Z otrzymanej mieszaniny pobiera się, itd., itd.

W skali setnej wyjściową kroplę „leku” miesza się z 99 kroplami cieczy. Jest to drugi roztwór setny oznaczony jako C 2 lub CH 2. Z otrzymanej mieszaniny pobiera się, itd., itd. Rozcieńczenia takie powtarzane są wielokrotnie według uznania producenta.

Np. żeby uzyskać powszechnie stosowany na grypę „lek” oscillococcinum (mgr farm. Iwona Wojtysiak-Karwacka, „Alma Mater” 2002, 160-161) substancję wyjściową, którą jest ekstrakt z wątroby i serca dzikiej kaczki (sic!) rozcieńcza się w opisany wyżej sposób 200 razy (CH 200). Oznacza to ni mniej ni więcej, że szansa trafienia na jedną „aktywną terapeutycznie kaczą molekułę” wynosi 10400. Ta ostatnia liczba to jedynka i czterysta zer – 10 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 – raptem około cztery razy więcej cząstek niż zawiera widzialny wszechświat (fizycy, z którymi rozmawiałem nie wykluczają tych wielkości). Czysta poezja. Według „U.S. News & World Report” (17.02.1997) z jednej ustrzelonej kaczki można uzyskać oscillococcinum za około 20 milionów USD (Biuletyn Sceptyczny, 2002, www.amsoft.com.pl/bs/Homeopatia.html).

Prosty eksperyment wykazał, że po przeprowadzonym „homeopatycznie” dwunastokrotnym rozcieńczeniu roztworu soli kuchennej, w badanym roztworze nie ma już ani jednej cząsteczki NaCl. Na etykietach leków homeopatycznych widzimy zaś często symbole CH 30, CH 100, a nawet CH 1000. W tym miejscu poddaję się. Nie wiem, jak to skomentować, by nie być niegrzecznym i nie poddawać w wątpliwość zdrowych zmysłów lekarzy i farmaceutów traktujących poważnie homeopatię.

Oni jednak nie ukrywają tego dążenia do nieskończoności; co więcej podkreślają, że jest to istota homeopatii. Według nich aktywność leku jest tym większa, im bardziej jest on rozcieńczony i „wytrzęsiony”. Wytrząsanie, czyli tzw. potencjalizacja pomaga wydobyć „niematerialną naturę substancji” posiadającą „energię witalną”.

Objawienie

Tylko tak można nazwać początki homeopatii. Nie jest to bowiem medycyna znana w czasach starożytnych jak pisze pani I. Wojtysiak-Karwacka, ani „medycyna naturalna” gromadząca przez wieki różne zabobony, lecz „cud-medycyna” (przyp. aut.) nie potrzebująca przyczyny dla wywołania skutku. Wywodzi się ona w prostej linii z powszechnego w XVIII wieku okultyzmu, i jak to zwykle bywa, „objawiła się” jak deus ex machina w umyśle jednego człowieka dr. Samuela Hahnemanna (1755-1843).

Według odkrywcy stało się to podczas seansu spirytystycznego. Zrozumiał wtedy, że „choroba to tylko duchowy, dynamiczny rozstrój”. W podobny sposób rozumują zwolennicy medycyny holistycznej i tutaj koło się zamyka, gdyż wiemy, że Hahnemann był wyznawcą ideologii panteistycznej Spinozy, która jest istotą holizmu. Stąd już tylko krok do uwzględnienia w teorii homeopatii „leczniczych energii kosmicznych”.

Objawienie musi posiadać swój przedmiot kultu, tak by przyszli wyznawcy mieli się do czego odwoływać. Najlepiej, gdyby to było coś na kształt Biblii. I rzeczywiście. W 1810 roku powstaje Organon sztuki leczenia, który zawiera podstawy filozofii homeopatii. W 1960 r. na międzynarodowym kongresie homeopatii w Montreux kilkuset (sic!) współcześnie praktykujących lekarzy stwierdziło, że Organon dla homeopaty jest tym, czym Biblia dla chrześcijanina. Jeden z uczestników kongresu, Kunzli, tak to ujmuje: Suche i teoretyczne studia zdają się na nic i waszym chorym nie przyniosą żadnej pomocy. Trzeba, byście przeniknęli ducha tej niezwykłej książki, byście rozmyślali i medytowali nad wszystkim co zawiera. Im więcej będziecie ją studiować, tym większy będzie pożytek, który z niej wyciągniecie. Jest w tym dużo racji, bo tylko w stanie „alfa-theta” (osiągnięcie skupienia zwanego „wewnętrznym sanktuarium”) można zrozumieć teksty zawarte w Organonie.

Przeczytajmy np. fragment paragrafu 16: Lekarz jest więc w stanie usunąć owe chorobowe zaburzenia jedynie przez oddziaływanie na ową niematerialną energię przy pomocy substancji obdarzonych mocami modyfikującymi, także niematerialnymi (dynamicznymi), a odbieranymi przez unerwioną wrażliwość obecną w całym organizmie. Tak oto jedynie dzięki ich dynamicznemu oddziaływaniu na energię witalną mogą leki przywrócić zdrowie i rzeczywiście odnawiają równowagę biologiczną chorego.

Za czasów komuny można było wziąć każde, odpowiednio długie przemówienie sekretarzy partyjnych, przemieszać w nich w dowolny sposób rozdziały, akapity, zdania i słowa, by w efekcie otrzymać logiczny wywód np. o wyższości socjalizmu, nienaruszalności paktów wojskowych i geopolitycznym przymusie kochania Związku Radzieckiego.

Taką samą nowomową posługują się wszystkie medycyny holistyczne, homeopatyczne, naturalne, a także bioenergoterapie, radiestezje i Bóg wie, jakie jeszcze systemy leczenia paranormalnego. Wymusza to logika języka. Nie mogą przecież te „paranauki” zaanektować języka stricte naukowego, bo natychmiast stałyby się źródłem dowcipów. Posługują się więc filozoficznymi ogólnikami, które nie dostarczają żadnej interpretowalnej informacji i żadnego dowodu skuteczności leczenia.



6 marca 2011

„Pedofilia jest rodzaju żeńskiego”

To prowokacyjny tytuł niespełna godzinnego francuskiego dokumentu z 2006 roku. Jego treść porusza i skłania do refleksji. Zastanawiałam się nad opisaniem własnych wniosków. Potem jednak pomyślałam, że najlepiej będzie odesłać Was do obejrzenia dokumentu.

Na stronie kanału Planete czytamy: „Celem twórców dokumentu nie jest udowodnienie, że pedofilia kobieca istnieje. Relacje ofiar służą zbadaniu skutków i przyczyn tej choroby oraz pokazaniu, jak w dzisiejszych czasach jest postrzegana kobieca seksualność i wizerunek kobiety”.

Reżyser wydobył na światło dzienne niezwykle trudny i zagadkowy temat. Ukazuje historie osób, które jako dzieci doświadczyły przemocy seksualnej od swych matek, ciotek czy babć.

Okazuje się, że kobieca pedofilia rządzi się takimi samymi prawami, jak w przypadku mężczyzn, choć oczywiście kobiet pedofili jest zdecydowanie mniej niż mężczyzn.

Film jest wart obejrzenia z co najmniej trzech powodów. Po pierwsze stanowi istotny krok w kierunku przełamywania stereotypów. Po drugie ukazuje problem z różnych perspektyw. Wypowiadają się w nim zarówno ofiary, jak i osoby profesjonalnie analizujący zjawisko z różnych punktów widzenia, właściwych dla wykonywanej profesji. Wśród nich są m.in.: kryminolog, prawnik, policjantka, psychiatra oraz psycholog rodziny. Trzecim i według mnie kluczowym argumentem jest fakt uwrażliwienia, którego jak sądzę nabywa widz. Te tragiczne historie dzieją się przecież gdzieś wokół nas. Jak trafnie zauważają osoby wypowiadające się w filmie, stereotyp pedofil=mężczyzna, utrudnia demaskowanie fatalnych w skutkach zachowań kobiet – pedofili. Jeszcze raz zachęcam po mimo późnych pór projekcji.

najbliższe emisje:

sobota 12.03, 02:05
niedziela 20.03, 23:10
czwartek 24.03, 00:55

Źródła: link, link.

W sieci film jest dostępny pod: „Pedofilia jest rodzaju żeńskiego”



20 lutego 2011

Activia zdemaskowana

W Stanach Zjednoczonych firma Dannon (w Polsce Danone) pod koniec zeszłego roku zgodziła się wypłacić 21 mln dolarów. To odszkodowanie za wprowadzające konsumentów w błąd reklamą produktów jogurtu Activia i napoju DanActive. Zadośćuczynienie jest elementem ugody pozasądowej zawartej z władzami stanowymi i federalnymi.

Z reklam, takich jak ta powyżej dowiadujemy się, że bakterie zawarte w jogurtach Activia wspomagają regularne funkcjonowanie przewodu pokarmowego, a napój DanActive podnosi odporność organizmu.

Federalna Komisja Handlu (FTC) poinformowała, że nie ma wystarczająco mocnych danych naukowych potwierdzających powyższe informacje.

Jak się okazuje firma Dannone nie miała prawa posługiwać się przekazem niezatwierdzonym uprzednio przez Amerykańską Agencję ds. Żywności i Leków (FDA).

To największa w historii ugoda między producentem żywności a tak liczną grupą skarżących. Warto podkreślić, że oskarżenie wniosły prokuratorzy z 39 stanów USA.

„Konsumenci chcą i mają prawdo do prawdziwej informacji w sprawach dotyczących zdrowia” – powiedział szef FTC Jon Leibowitz w oficjalnym oświadczeniu. „Firmy takie jak Dannon nie powinny przesadzać, (gdy chodzi) o naukowe dane” użyte dla promocji produktu – dodał Leibowitz.

Amerykański system sądownictwa niezwykle często jest przedmiotem kpin. W tym przypadku wydaje się, że mamy do czynienia z przykładem swego rodzaju tryumfu. Istnieje niestety duże prawdopodobieństwo, że reklamy te w brzmieniu zakwestionowanym w USA z powodzeniem wybrzmiewać będą wciąż m.in. w polskich środkach masowego przekazu.



31 stycznia 2011

Cud czy manipulacja?

A oto tekst pani Katarzyny Wojtkowskiej. Zapraszam do lektury:

Jak często uświadamiamy sobie, że ulegliśmy manipulacji? Najprawdopodobniej wtedy, kiedy ją rozpoznamy. Czyli bardzo rzadko. Manipulacja jest próbą wywarcia wpływu na daną jednostkę, aby nieświadomie realizowała działania obmyślone przez manipulatora.

Interesującym przykładem zastosowania metod socjotechnicznych jest artykuł dotyczący historii, Rachel Lozano. Kobieta w wieku 15 lat dowiedziała się o postępującej chorobie nowotworowej. Diagnoza nie pozostawiała jej nadziei.

W dramatycznym momencie Rachel wraz z rodziną udała się na pielgrzymkę do Watykanu. Modlono się poprzez wstawiennictwo ojca Williama Chaminade o uzdrowienie dziewczyny.

Po pewnym czasie w trakcie wykonywania operacji lekarze stwierdzili, iż komórki rakowe obumarły. W ten sposób historia Rachel Lozano została uznana za przykład obrazujący potężną moc modlitwy.

Sformułowania tego artykułu są tak dobrane, aby nie pozostawić nam cienia wątpliwości: „Specjaliści są zdumieni, a Amerykanka nie ma najmniejszych wątpliwości, że zdarzył się cud”. Czy można podważać opinię osoby, która przezwyciężyła nowotwór?

Wiele ważnych informacji zostało pominiętych, a uwydatniono jedynie te, na które według autora należy zwrócić uwagę. Między innymi nie znajdujemy nic o metodach leczenia, przebiegu choroby itp. Opinie lekarzy ograniczają się tylko do wyznaczenia kilku tygodni życia oraz stwierdzenia beznadziejności tego przypadku.

Wykorzystano wyrażenia nacechowane emocjonalnie: „złowieszcze zapowiedzi”, „wysoka klasa specjalistów medycyny”, które ułatwiają zobrazowanie sytuacji. Sprawiają, że czytelnik utożsamia się z chorą. Tekst wydaje się ciekawszy oraz wiarygodniejszy.

Samo sformułowanie tytułu „Cud! Potęga modlitwy uleczyła ją z raka” zachęca do przeczytania artykułu, przyciąga uwagę, ale równocześnie narzuca sposób myślenia. Nie pozostawia wiele do analizowania. Czytelnik zasięgając po tekst już na wstępie otrzymuje podsumowanie historii.

Zastosowanie silnego autorytetu, z którym należy się zgadzać zwiększa wiarygodność. Powołanie się na Stolicę Apostolską sprawia, że historia ta nabiera powagi i wielkiego znaczenia: ”Sprawa została już przekazana do Watykanu. Jeśli cud zostanie uznany przez Stolicę Apostolską, to niewykluczone, że ojciec William Chaminade zostanie ogłoszony świętym.” Sprawa osiągnęła już tak duże znaczenie, że pomimo braku opinii ze strony papieża, wszyscy są skłonni uwierzyć w domniemany cud.

Jak działa reguła sympatii na potencjalnego czytelnika? Przedstawiono nam los piętnastoletniej dziewczyny, której choroba miała w perspektywie odebrać szansę na dorosłe życie. Wydawałoby się, że nic, ani nikt nie jest w stanie jej uratować. Rak stał się wyrokiem, przed którym nie ma ucieczki. Te wszystkie cechy powodują wielkie współczucie. Społeczeństwo potrzebuje takich historii. Sprawiają one, że łatwej jest przezwyciężyć własne problemy. Dlatego tak łatwo jest manipulować za pomocą tego typu przypadków.

Po przeczytaniu artykułu u wielu odbiorców wzrasta potrzeba wiary. Modlitwa wydaje się czymś tak silnym, że jest w stanie rozwiązać wszystkie nasze problemy.

Należy podkreślić, że nie zawsze jesteśmy w stanie sprawdzić wiarygodność informacji zamieszczanych w konkretnych artykułach. Dlatego należy zachować powściągliwość w stosunku do historii Rachel Lozano a także innych napływających do nas informacji.

Źródła: link, link.



19 lipca 2010

Rozbito sektę pedofili

Federalna Służba Bezpieczeństwa Rosji zatrzymała dzisiaj 150 osób, które były zaangażowane w działalność sekty „samodoskonalenia”, która okazała się zgromadzeniem pedofilów.

Jej członkami byli m.in. nauczyciele i bankierzy. Wprowadzali tam także swoje dzieci. W sumie było ich 25 osób od trzech do 15 lat.

Sekta działała przez 17 lat w rosyjskim mieście Oranienbaum. Na jej czele stał lokalny psychiatra. Pod pretekstem zapewnienia pomocy psychologicznej w osobistych problemach zwabił do sekty ponad 150 mieszkańców Syberii.

Rosyjska prokuratura poinformowała, że w latach 2006-2010 w sekcie odbywały się „sesje”, podczas których uczestnicy byli zachęcani do grupowego seksu z nieletnimi.



19 maja 2010

Pochwała kłamstwa

Kanadyjscy naukowcy z Institute of Child Study z Uniwersytetu Toronto przekonują, że im dziecko zaczyna wcześniej kłamać, tym szybciej rozwija się jego mózg i inteligencja.

Naukowcy informują, że u dzieci, które kłamią, rozwój umysłowy przebiega szybciej.
– Prawie wszystkie dzieci kłamią. Te, których rozwój kognitywny przebiega szybciej, kłamią lepiej, bo potrafią zatuszować swój tok myślenia. W przyszłości mogą np. pracować w bankowości – uważa dr Lee Kang. Im dziecko jest inteligentniejsze, tym jego oszustwa są bardziej skomplikowane i trudne do rozszyfrowania przez rodziców. Psycholodzy ostrzegają jednak, że najpóźniej w wieku 7 lat należy maluchowi wytłumaczyć znaczenie prawdy i fałszu w życiu.

Jak się okazuje ukrywanie prawdy to trening dla młodego mózgu. O rozwoju dziecka świadczy fakt, że jest w stanie wymyślić przekonujące kłamstwo, znając prawdę. Chodzi o to, by maluch zintegrował posiadanie informacji z wykorzystaniem ich na swoją korzyść.
Dr Lee Kang radzi by nie krzyczeć na dziecko przyłapane na kłamstwie, ale w odpowiednim wieku pracować nad nauczeniem malucha odróżniania niewinnego oszustwa od takiego, które może ranić. Lekarz podkreśla, że nagminne kłamstwa malucha nie oznaczają, że już jako dorosła osoba będzie oszustem, który na każdym kroku naciągać będzie innych.
Po zbadaniu ponad 1,2 tys. dzieci w wieku od dwóch do 16 lat, okazało się, że kłamie już 20 proc. dwulatków, połowa trzylatków i aż 90 proc. maluchów w wieku 4 lat. Wiek, w którym kłamie największy odsetek dzieci to 12 lat. Nastolatki zaczynają odchodzić od kłamstw w wieku 16 lat – wtedy oszukuje „zaledwie” 70 proc.

Źródła: link, link



17 maja 2010

Uzdrowiciele czy szarlatani?



 
  • Ostatnio dodane

  •  
     
  • CHMURKA TAGÓW

  • stopmanipulacji

    programy | sekty | manipulacja | kontakt

    aaa